Obudził mnie straszny ból głowy oraz
słońce, które złośliwie raziło mnie w oczy. Zakryłam więc głowę kołdrą, po
chwili jednak przypomniałam sobie wczorajszy wieczór a przynajmniej jego
początek i zerwałam się z łóżka co spowodowało że spadłam na podłogę. Z ulgą zauważyłam że mam na sobie ubrania
więc nie było tak źle. Jedyny problem widziałam w tym że nie wiedziałam gdzie
jestem. Zabrałam swoją torebkę, która leżała na krześle i wyszłam z pokoju.
Znalazłam się na przestronnym białym korytarzyku. Da drugim jego końcu były
schody, po których miałam zamiar zejść. Mijałam po drodze kilka par drzwi,
byłam ciekawa ile osób tu mieszka. Pięć? Siedem? Starając się nie myśleć o tym
kogo spotkam na dole zeszłam po schodach. Na parterze był podobny korytarz jak na górze, długi,
biały, przestronny. Na ścianach jednak znajdowało się pełno plakatów zespołu
Black Veil Brides, ale żeby tylko na plakatach się zakończyło to nie byłoby to
nic dziwnego, lecz wisiały również zdjęcia chłopaków z wcześniej wspomnianych
plakatów tylko że bez makijażu. Oczywiście nawet nie miałam pojęcia jak oni
wyglądają ponieważ nie miałam fioła na ich punkcie. To jak wyglądają miałam w
dupie. Jedno zdjęcie jednak przykuło moją uwagę, widniał na nim Andy. Pierwsze
co przyszło mi do głowy to, to że ma świra na ich punkcie. Lecz po chwili
dojrzałam podobieństwo między mężczyzną ze zdjęcia a tym z plakatów. Potem
pomyślałam że mnie oszukał! Nie powiedział kim jest i że tylko się mną bawi.
- Wstałaś. – Podskoczyłam w miejscu i złapałam się za serce. – Sory nie
chciałem cię wystraszyć. – Przeprosił stojący za mną Andy.
- Emm… spoko. – Wymamrotałam. I przeniosłam wzrok z chłopaka na obrazki.
- Słyszałaś o nas? – Zapytał.
- Czyli Black Veil Brides to serio twój zespół?
- No tak.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? – Zapytałam z wyrzutem.
- Sam nie wiem, nie chciałem żebyś traktowała mnie inaczej niż zwykłych
ludzi?
- Nie traktowałabym cię inaczej. Ja bym olała cię od razu. Nie zrozum
mnie źle, ja lubię twoją muzykę, ale nie lubię gwiazdek, które myślą że są
takie zajebiste. Znając życie zaciągnąłbyś mnie do łóżka przy pierwszej okazji
i kazał spierdalać. Nie chce mieć z Tobą nic wspólnego! – Wydarłam się na
niego.
- O co tobie chodzi?! I czekaj bo nie zrozumiałem, jesteś naszą fanką
ale nie wiesz jak wyglądamy? – Zapytał się.
- A czy to takie dziwne? Nie
słucham jakiegoś zespołu bo są tam nieźli faceci, tylko dlatego że lubię ich
muzykę, co jednak nie wiąże się z tym że muszę lubić skład zespołu. A teraz daj
mi spokój! Nie chcę cię więcej widzieć! Ok? – Powiedziawszy to chwyciłam moje
buty, które stały koło drzwi wyjściowych i nie zwracając uwagi na to co mówi
chłopak wybiegłam z domu.
Tak wiem uznacie mnie za głupią
dziewczynę. No bo przecież on nic mi nie zrobił, a do tego był sławny. No ale
co ma do tego sława? Nie chciałam być jego zabawką! No bo co on miałby we mnie
widzieć? Przecież mógł mieć również sławną dziewczynę! A ja nie chciałam
cierpieć przed dupka, któremu zapewne uderzyła sodówa do głowy, albo uderzy w
najbliższym czasie. Tak więc szłam na boso ulicami miasta, po dziesięciu
minutach marszu usiadłam na ławce i włożyłam buty. Rozejrzałam się dookoła i
stwierdziłam że nie wiem gdzie jestem. Wyciągnęłam telefon z torebki,
zadzwoniłam po taksówkę i podałam adres widniejący na domu naprzeciwko.
Następnie czekałam na pojazd, który miał mnie zawieźć do domu.
*Andy*
- Hej młody! – Wydarł się Ash wchodzący do domu. Ja siedziałem na
kanapie w salonie i rozmyślałem co się wydarzyło dwadzieścia minut wcześniej. –
Ziemia do Andy’ego!
- Aa hej. – Odpowiedziałem zgaszony.
- Oj widzę coś nie w sosie. – Rozłożył się wygodnie na fotelu. –
Psycholog Ashley cię wysłucha.
- Ash daj sobie spokój. – Jęknąłem.
- Nie dam, więc zaczynaj.
- Ugh… no więc chodzi o dziewczynę. – Wymamrotałem trochę zażenowany,
mimo iż nie było czym.
- Uuuu… kontynuuj.
- No bo poznałem ją kilka dni temu. Ona jest ładna, zabawna,
inteligentna, ładna ale to już chyba mówiłem. – Zaśmiałem się. – Byłem z nią
wczoraj na imprezie, ona się upiła a ja ją przenocowałem. Rano dowiedziała się
że jestem w zespole! A co jest najdziwniejsze to ona jest nasza fanką! Sory nie
naszą, ona nas nie lubi tylko naszą muzykę, uważa że ją wykorzystam i
powiedziała że nie chce mnie znać. Nie ogarniam jej!
- Że co?! Jak można nie wiedzieć jak wygląda twój ulubiony zespół?! I
ona nawet nas nie zna, więc nie ma prawa osądzać! – Zbulwersował się mój
przyjaciel.
- No właśnie wiem! Ale jak w końcu jakaś dziewczyna okazała się warta
zachodu do musi być tak skomplikowana. – Moja logika rozbawiła chłopaka.
- Młody, laska jak laska, nie przejmuj się nią! A tak przy okazji
zabieram cię dzisiaj do baru! I nie słyszę żadnych sprzeciwów! Masz coś do
żarcia?
Dla Asha każda laska jest taka sama.
No ale to Ash. Zostawiłem przyjaciela samego w kuchni a sam wdrapałem się po
schodach i poszedłem pod prysznic.
Kilka godzin później wychodziliśmy z
domu do baru. Wieczór był dość chłodny więc cieszyłem się że wziąłem skórzaną kurtkę.
Na miejsce dotarliśmy po 30 minutach marszu, nie braliśmy samochodu bo
oczywiste było że po pijaku nie damy rady prowadzić. Bar nazywał się „Zonet”. Weszliśmy do środka
i usiedliśmy przy wolnym stoliku.
- Ty stary! To ta laska co dała mi fałszywy numer! – Wydarł się Ash.
Zaciekawiony spojrzałem w jej stronę ponieważ byłem ciekawy kto sprzedał
kumplowi kosza. Nie spodziewałem się zobaczyć Jess.
- To jest Jess! – Odkrzyknąłem.
- Znasz ją?!
- To ta dziewczyna, o której tobie opowiadałem!
- Nie pierdol! Masz rację, dobra dupa! I na co czekasz? Idź do niej! –
Zachęcił mnie.
Tak więc wstałem z miejsca i ruszyłem
w stronę Jess.
*Jess*
Obsługiwałam gości i podrygiwałam w rytm piosenki. Doszłam do wniosku że
powinnam nie myśleć o Andym. Zdziwiło mnie że Jon był jakiś przybity, z tego co
mi powiedział to po tym jak wyszłam z klubu zalana w trupa razem z Andym to on
tańczył z jakąś laską i Meg się wkurwiła. Lubiłam Jona ale zasłużył sobie. W końcu
solidarność jajników.
- Hej mała. – Przy barze usiadł ten cały Mike co już mnie nieźle
wkurwiał.
- Czego?
- Może trochę grzeczniej. – Wyszczerzył się w obleśnym uśmiechu.
- A może nie? – Zapytałam sarkastycznie.
- Oj nie bądź taka zimna. – Złapał mnie za podbródek i ścisnął go
boleśnie. Miałam zamiar się wyrwać ale uprzedził mnie Andy, który wykręcił rękę
mężczyźnie.
- Naucz się trzymać ręce przy sobie, chyba że chcesz je stracić. –
Powiedział spokojnie lecz z furią u oczach. – A teraz spierdalaj.
- A ty co? Ochroniarz? – Zaśmiał się drwiąco.
- Chłopak. I jeszcze raz zobaczę cię jak przystawiasz się do mojej
dziewczyny to nie będziesz miał już się czym bawić. – Zagroził mu. Facet
oddalił się przeklinając pod nosem a ja myślałam że zrobię mojemu „wybawcy” z
dupy jesień średniowiecza.
- Co ty odpierdalasz?! Nie potrzebuję niańki! – Wydarłam się na niego.
- Nie ma za co. – Odburknął zły.
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz?! Dałam tobie jasno do zrozumienia że nie
chcę się już z tobą widywać. – nie przestawałam się na niego wydzierać.
- Ale ja mam zamiar się z tobą widywać! Albo przynajmniej pogadać o tym
jaką szopkę odstawiłaś dzisiaj rano! – On również podniósł głos co zaczęło
zwracać uwagę otaczających nas ludzi. Złapałam chłopaka za koszulkę i
wciągnęłam na zaplecze.
- No? O czym mamy rozmawiać? – Zapytałam już trochę spokojniej.
- Czemu nie chcesz się już ze mną widywać?
-Ugh… tak trudno się domyślić? – Zapytałam zrezygnowana. Jednak
cieszyłam się w duchu że tu jest. Zdążyłam go polubić, a zdarza mi się to
rzadko.
- Jak widać tak. – Oparł się o ścianę i czekał na wyjaśnienia.
- Nie chcę być twoją zabawką. Nie oszukujmy się, jesteś przystojny,
zabawny, sławny, która dziewczyna nie chciałaby z tobą być. Ja chce mieć
normalnych znajomych, którzy nie przejmują się opinią innych. Jak myślisz
dlaczego nie wiedziałam jak wyglądacie i się nazywacie? Bo nie marnuję czasu
tak jak inni ludzie na snuciu planów jakby was tu spotkać. Oni myślą że ich
znają a tak naprawdę to inni ludzie! A ja się pewnie tobie znudzę za tydzień,
dwa i będziesz żył dalej a ja znowu będę sobie wytykać jaka jestem łatwowierna.
– chłopak zamyślił się na chwilę.
- Serio masz o mnie takie zdanie? Czy przez te kilka dni dałem tobie do
zrozumienia że chcę się tobą zabawić i kazać spierdalać po wszystkim? Jakbyś
nie zauważyła miałem taką okazję wczoraj jak ledwo trzymałaś się na nogach. Nie
wszyscy są tacy jak myślisz. – Zdenerwował się na mnie.
- Masz racje. Przepraszam. Ja po prostu byłam w szoku. Lubię cię i to
bardzo. – Powiedziałam to tak jakbym przyznawała się do winy.
- Spoko. – Uśmiechnął się. – między nami ok?
- Tak. A teraz musze wracać do pracy.
Ja i Andy wróciliśmy na salę. Przez
następne kilka godzin obsługiwałam klientów i rozmawiałam z nim. Naprawdę go
polubiłam i nie wiem sama czemu tak się wściekłam. Chociaż pewnie dlatego że to
był jakiś powód do tego żeby zerwać kontakt. Ja się po prostu bałam nowej
znajomości, bałam się że mnie skrzywdzi. Miałam tylko nadzieje że nie będę
żałowała tego że jednak postanowiłam się z nim zaprzyjaźnić.
Andy zwinął się do domu koło 2. A ja zostałam z Jonem za barem. O 4 jak
zawsze wróciliśmy do domów. Chłopak odwiózł mnie i pomachał na pożegnanie. Gdy
weszłam do mieszkania to od razu wpadłam pod prysznic. Chciałam zmyć z siebie
zapach alkoholu i potu. Następnie wskoczyłam do łóżka i zasnęłam jak małe
dziecko.
Obudziło mnie walenie do drzwi.
Zakryłam jednak uszy poduszką i czekałam aż ten pojeb sobie pójdzie. Nie było
mi jednak to dane ponieważ on nie chciał przestać, tak więc wstałam i
podreptałam do drzwi frontowych aby je otworzyć.
- Czego? – warknęłam na przybysza, który okazał się Andym. Chłopak
jednak nie odezwał się tylko stał i gapił się na mnie jak w transie. Dopiero
wtedy przypomniałam sobie że spałam dzisiaj w samej czarnej, wykoronkowanej
bieliźnie. Zostawiając więc chłopaka w otwartych drzwiach udałam się do szafy i
wyciągnęłam czarną, sięgająca do połowy ud koszulkę i założyłam ją na siebie.
Następnie wróciłam na przedpokój gdzie chłopak stał w tym samym miejscu z ta
samą głupawą mina. – Andy! Kurwa obudź się! – Wydarłam się na niego.
- Co? Co? – potrząsnął głową. – A no tak. Przyniosłem śniadanie. A
raczej obiad. – Zaśmiał się słodko.
- Dzięki, a właściwie, która godzina? – Zapytałam gdy Andy położył
reklamówkę na stół w kuchni.
- 13. – Odpowiedział. – O której wczoraj wróciłaś?
- Po 4. Naleśniki! – Wydarłam się gdy zobaczyłam zawartość torby
jednorazowej.
- Rozumiem że lubisz.
- Uwielbiam! Mama mi zawsze smaż… - Umilkłam. – Zresztą nie ważne. –
Nałożyłam naleśniki na dwa talerze i zaczęłam je pałaszować razem z moim
gościem.
Ze zdziwieniem stwierdziłam że byłam
strasznie głodna. Co nie było dziwne bo od kilku tygodni jadałam naprawdę mało.
Po skończonym posiłku zabrałam naczynia i umyłam je.
- Masz plany na dziś? – Zapytał mnie mój towarzysz. – To już masz. –
Uśmiechnął się zagadkowo.
- Eee…ale miałam iść na zakupy…- Nie lubiłam chodzić po sklepach ale
niestety musiałam kupić kilka ciuchów.
- No to ubieraj się szybko i lecimy na shopping! A potem niespodzianka! –
Chłopak był dzisiaj strasznie wesoły. – No już! Nie mamy czasu do stracenia.
Pokręciłam z rezygnacją głową i
poszłam po jakiś ubrania. Wybór padł na czarne rajstopy, spodenki tego samego
koloru i szarą koszulkę na grubych ramiączkach z czarnym krzyżem. W łazience
ubrałam się, umyłam zęby, wyszczotkowałam włosy i pomalowałam mocno oczy. Gotowa
wyszłam do chłopaka.
- Gotowa. – Chwyciłam torebkę i założyłam trampki.
- Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję – Zarumieniłam się i wyszliśmy z domu.
Andy zaprowadził mnie na parking i
otworzył drzwi do czarnego porsche.
- Serio? – Zapytałam.
- O co chodzi? – Zdziwił się.
-Nie chce wychodzić na kogoś kto leci na twoja kasę. – Wyjęczałam zażenowana.
- Ja wiem że taka nie jesteś. A teraz wsiadaj.- Wsiadłam do auta i
czekałam aż on zajmie miejsce kierowcy. – Kierunek centrum handlowe.
Czarnowłosy włączył radio, z którego
wypłynęły pierwsze dźwięki Fall out boy - Thanks for the memories.
I'm gonna make it bend and break
(It sent you to me without wings)
Say a prayer, but let the good
times roll
In case God doesn't show
(Let the good times roll, let the
good times roll)
Zaczęłam śpiewać razem z wokalistą. Lubiłam
tą piosenkę. Po chwili Andy dołączył do mnie.
And I want these words to make things right
But it's the wrongs that make the
words come to life
"Who does he think he
is?"
If that's the worst you've got
better put your fingers back to the keys
One night and one more time
Thanks for the memories
Even though they weren't so great
"He tastes like you only
sweeter"
One night yeah, and one more time
Thanks for the memories
Thanks for the memories
"See, he tastes like you only
sweeter"
I'm looking forward to the future
But my eyesight is going bad
And this crystal ball
It's always cloudy except for,
except for
When you look into the past, look
into the past
One night stand
One night stand
Andy śmiesznie poruszył brwiami a ja
zaczęłam śmiać się w niebogłosy. Śpiewanie z nim było strasznie fajne.
- Masz śliczny głos.
- Zabawny jesteś. – Moja głupawka sięgnęła zenitu. A on zrobił smutną
minkę.
- Mówię serio. – Wystawił mi język.
Resztę podróży spędziliśmy na
wygłupianiu się i komentowaniu Justina Biebera.
- Jesteśmy na miejscu. – Oświadczył i wyszliśmy z samochodu. – Chodź. –
Złapał mnie za rękę i poprowadził do ogromnego budynku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heloł :*
Jak się macie??
Sorka za tak długą nieobecność! Teraz
rozdziały powinny pojawiać się regularnie!!! Cieszmy się i radujmy!! :*:*
Jak tam pierwszy tydzień szkoły?? Bo u
mnie spoko :D
Sorka za błędy i wgl :P
Komentujcie!!!!!!!!!!
Kooochaaam was!!!!!!
Andy *-*

Genialny rozdział :D na prawdę mega mi się podoba ;b a ten tekst z jesienią średniowiecza mnie rozwalil ;b jeżeli pozwolisz chciałabym ten tekst użyć w swoim opowiadaniu :) po za tym to życzę weny i pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuńSpoko, spoko możesz go użyć :p :*
Usuń