Wyszłam z
budynku i ruszyłam w poszukiwaniu jakiegoś sklepu. Po pięciu minutach znalazłam
supermarket. Był on nawet sporawy w kolorze zielonym. Weszłam wiec do budynku i
wzięłam koszyk. Wrzuciłam do niego chleb, dwie wody, szynkę, masło i kilka
rzeczy do sprzątania. Następnie podeszłam do kasy, kolejka była dość spora. Gdy
nadeszła moja kolej kasjerka przywitała się ze mną.
- Dzień
dobry. – Kobieta była blondynką z kilową tapetą na twarzy oraz sztucznym
uśmiechem. – 45$. – Powiedziała do mnie gdy skończyła kasować. Podałam jej
wyliczoną kwotę i wyszłam ze sklepu.
Gdy doszłam
do mojego bloku, wtargałam reklamówki na pierwsze piętro i wkroczyłam do mieszkania. Starannie zamknęłam za sobą drzwi
i ruszyłam do kuchni. Rozpakowałam zakupy i zabrałam się do sprzątania. Od
mojego wyjścia minęło pół godziny więc miałam na to chwilę. Wypakowałam więc
szmatkę i namoczyłam ją wodą. Pospiesznie zaczęłam wycierać pięciocentymetrową
warstwę kurzu ze wszystkich szafek, półek i różnych zakamarków. Następnie
wzięłam miotłę, zamiotłam ten syf z podłogi i umyłam ją. Gdy skończyłam szybko
się przebrałam w krótką, obcisłą, czarną spódnicę, czarną koszulkę na
ramiączkach z krzyżem. Wycięcia pod pachami były tak duże że każdy mógł
zobaczyć mój koronkowy, czarny stanik. Zawiązałam czarną bandanę z czerwonymi
elementami na lewym nadgarstku, wciągnęłam glany na nogi, poprawiłam makijaż i
byłam gotowa do wyjścia. Na telefonie była już godzina 17:47.
- Cholera!
Spóźnię się. – Mruknęłam do siebie i wyszłam z domu.
W drodze do baru zabłądziłam dwa razy i dotarłam na
miejsce dwadzieścia minut spóźniona. Ledwo przekroczyłam próg i wpadłam na
szefa.
- Miałaś być
o 18. Pamiętaj zero spóźnień bo pożegnasz się z robotą. – Warknął. – Wyjątkowo
dzisiaj będziesz kelnerką, ponieważ jedna zachorowała. Grafik wisi na twojej
szafce. Napiwki są twoje. Wypłata co tydzień. A teraz zasuwaj do roboty. –
Powiedział to i wyszedł.
Zaczęłam więc swoją pracę. Poznałam dwie kelnerki z
którymi dzisiaj pracowałam i dwóch barmanów. Wychodziło na to że jestem jedyną
kobietą, która pracuje za barem. Grafik schowałam do torby a z tego co zdążyłam
wyczytać to pracuje co drugi dzień i niedziele na zmianę. Podobało mi się to,
szczególnie że za barem miałam zawsze stać z Jonem. O 20 otworzyliśmy lokal a
sala powoli wypełniała się ludźmi. Ja zwinnie jak na mnie obsługiwałam już
wstawionych klientów. Dostawałam sporo napiwków, cieszyło mnie to. Godzina
goniła godzinę, czas mijał mi szybko i nawet przyjemnie. Muzyka otaczała mnie z
każdej strony tak jak młodzi ludzie. Gdy odchodziłam od baru z tacką pełną
alkoholu ktoś klepnął mnie w tyłek i zaśmiał mi się do ucha. Wzięłam głęboki
oddech, odwróciłam się i uśmiechnęłam sztucznie do mężczyzny a następnie
ruszyłam przed siebie. Jednak gdy wracałam do baru ten typ znowu to zrobił. Nie
wytrzymałam i odwróciłam się na pięcie, z impetem złapałam go ja jego klejnoty,
mocno ścisnęłam i wykręciłam. Facet jęknął z bólu.
- Jeszcze raz
to zrób a wyrwę je i przyszyje na odwrót. – Powiedziałam spokojnym i
ociekającym słodyczą głosem. Mężczyzna przełknął ślinę i pokiwał głową na znak
że zrozumiał.
Zadowolona puściła go i poszłam za bar gdzie przywitał
mnie jeden z barmanów - Max – z wielkim bananem na tej swojej przystojnej
twarzy.
- No Laska,
wole tobie nigdy nie podpaść. – Zaśmiał się i wrócił do pracy.
Około trzeciej nad ranem bar zaczął pustoszeć. Miałam
więc trochę luzu. Wtedy podszedł do mnie ten sam facet co wczoraj. Tym razem
był jednak trzeźwiejszy. Tatuaże pokrywały jego dwie odkryte ręce i znikały pod
rękawami koszulki. Był on przystojny, wysoki i miał zielone oczy, ale został
już skreślony po wczorajszej akcji.
- Cześć. –
Powiedział do mnie.
- Co chcesz?
– Zapytałam oschle.
- No wiesz…
- Nie, nie
wiem i nie chce wiedzieć.
- Lubię jak
laski się stawiają. - Uśmiechnął się
przebiegle. Prychnęłam.
- Spadaj! –
Krzyknęłam i odeszłam.
- Jestem
Mike! – Odkrzyknął za mną i wyszedł.
Zaśmiałam się z tego iż uznał że do życia potrzebna
była mi ta informacja. Niedługo po tym skończyłam swoja prace na dziś i mogłam
wracać do domu. Byłam padnięta. Ruszyłam więc przed siebie. LA było pięknym
miastem za dnia, lecz wieczorem te ulice stawały się przerażające. Pełno
narkomanów przechadzało się tymi ulicami w poszukiwaniu narkotyków czy innych
używek. Jak najszybciej chciałam się dostać do pozornie bezpiecznego mieszkania.
Gdy w końcu tam dotarłam to od razu
zakluczyłam drzwi. Wzięłam szybki prysznic i ległam na łóżko głęboko
zasypiając.
Obudziłam się
wypoczęta i w dość dobrym humorze. Na zegarku widniała godzina 12:43. Wstałam
więc z łóżka i ruszyłam do kuchni. Otworzyłam szafkę a w niej ukazało się kilka
talerzy. Wyciągnęłam więc mały talerzyk i zrobiłam na nim dwie kanapki. Zjadłam
posiłek z wielkim apetytem, co zdarza mi się rzadko. Postanowiłam że dzisiaj
również wyskoczę do sklepu po kilka drobiazgów. Jak postanowiłam tak zrobiłam.
Odświeżona już i ubrana wyszłam powoli na dwór i skierowałam się w stronę
marketu. W sklepie wypełniłam koszyk żywnością i innymi duperelami. Znalazłam
też niedrogą pościel, którą również wzięłam ponieważ poprzedniej nocy spałam
pod starym kocem. Przy kasie zapłaciłam za zakupy i spakowałam je. Było one
ciężkie co nie przyjęłam z zachwytem. Wyszłam ze sklepu w drogę powrotną. Po
pięciu minutach musiałam przysiąść na ławce w parku bo nie miałam już siły iść
dalej. Zmachana, spocona i w coraz gorszym
humorem odpoczywałam. Dzień był piękny i słoneczny. Wyciągnęłam moje długie
nogi odziane w poszarpane spodenki i trampki przed siebie. Uśmiechnęłam się
mimowolnie z zamkniętymi oczami. Lubiłam takie dni. Nagle coś a raczek ktoś
przerwał mi tą błoga chwilę.
- Ekhm… mogę
się przysiąść? – Zapytał mnie męski, głęboki, niski głos. Otworzyłam oczy i
spojrzałam na przybysza. Mężczyzna miał czarne włosy opadające na twarz.
Niebieskie, cudowne oczy oraz kolczyka w wardze i nosie. Miał na sobie czarną
koszulkę z nadrukiem i ciemne rurki oraz trampki. Ręce jak i szyje zdobiły
tatuaże.
- Hmm… tam
masz wolne ławki. – Odpowiedziałam chłopakowi. On odpowiedział jednak nie
speszony.
- Tak wiem,
ale ta jest moja ulubiona. – Uśmiechnął się łobuzersko.
- Emm… serio?
– uniosłam jedną brew.
- No tak. –
Nieznajomy dalej się uśmiechał.
- Jasne,
siadaj. Ja i tak już idę. – Odparłam i zaczęłam się zbierać. Gdy wszystkie
reklamówki miałam już w ręce ruszyłam przed siebie. Niestety po kilku krokach
jedna z toreb wyślizgnęła mi się z ręki i wylądowała na chodniku.
- Cholera. -
Mruknęłam. Czarnowłosy ciągle mi się przyglądał i ze śmiechem pomógł mi
pozbierać zakupy.
- Może ci
pomóc? – Zapytał rozbawiony.
- Nie dzięki.
Wracaj na swoja ławkę.- Odburknęłam.
- Jesteś
pewna? – Uśmiech nie schodził z tej jego przystojnej twarzy.
- Tak. –
Odparłam i ruszyłam przed siebie. Daleko jednak nie zaszłam ponieważ druga
torba poszła w ślady swojej koleżanki i upadła pod moje nogi a ja upadłam.
- Nic ci się
nie stało? – Zapytał mnie chłopak.
- Nie. –
Pomógł mi wstać i wziął połowę moich zakupów.
- Nie ma
dyskusji, pomogę ci. – Powiedział gdy zobaczył moją minę.
- Ugh.
Denerwujesz mnie. – Warknęłam na niego.
- Tak ja tez
cię lubię. – Zaśmiał się i ruszyliśmy. – A tak w ogóle jestem Andy.
- Jess.-
Przez resztę drogi do mojego mieszkania rozmawialiśmy. – Jesteśmy na miejscu. –
Weszliśmy do bloku a Andy się skrzywił. Nie zwróciłam na to uwagi i weszłam do
mieszkania.
- Serio tu
mieszkasz? – Zapytał.
- A co? Nie
podoba się. – Zanieśliśmy rzeczy do kuchni. – Dzięki za pomoc.
- Spoko. –
Uśmiechnął się znowu.
- Andy? Nie
to że cię wyganiam ale muszę się naszykować do pracy. – Powiedziałam mojemu
gościowi.
- Ah…
rozumiem. No to do zobaczenia.
- Może. –
odprowadziłam go do drzwi i zamknęłam za nim. Następnie wróciłam do kuchni.
* kilka godzin później – Bar*
Stałam za barem z Jonem. Dzisiaj był u nas
koncert, nie sądziłam że w ogóle jakieś się tu odbywają. Zespół grał całkiem
dobrze, podobało mi się. Czas płynął a przez bar przewijało się mnóstwo
klientów. Właśnie obsługiwałam jednego z nich. Miał on czarne włosy do ramion.
- Hej, dasz mi piwo? – Zapytał z
nieodgadnionym uśmiechem.
- Jasne. – Nalałam mu trunek. – 5$.
- Dzięki laska – podał mi kasę. – A swój
numer mi podasz?
- Raczej nie.
- Oj nie daj się prosić. – Wiedziałam że
facet się nie odwali więc wzięłam serwetkę i wpisałam jakiś nieznany mi numer.
– Tak już lepiej. A jak masz na imię ślicznoto?
- To już zostanie moją tajemnicą. –
Uśmiechnęłam się sztucznie a chłopak odszedł podrywać inne laski. Palant.
Po pracy Jon podwiózł mnie do domu i pożegnał
się ze mną. Zmęczona doszłam do sypialni i usnęłam.
Następnego dnia wstałam jak słońce na oknem
było już wysoko na niebie. Pogoda była wspaniała więc ubrałam się, ogarnęłam i
wyszłam z domu do parku. Usiadłam na tej samej ławce co wczoraj i cieszyłam się
słońcem. Ten park był piękny, miał coś w sobie magicznego. Ptaki śpiewały,
drzewa szumiały i łagodny wietrzyk owiewał ciało. Pachniało kwiatami, które
rosły wszędzie. Psy bawiły się z właścicielami wesoło merdając ogonkiem.
- Hej. – Usłyszałam znajomy głos za sobą.
- Hej. – Odpowiedziałam chłopakowi.
- Znowu zajęłaś mi ławkę. – Zaśmiał się.
-
Przeżyjesz. – Uśmiechnęłam się do niego.
- Jak będę mógł się przysiąść to tak.
- No niech ci będzie. – Wystawiłam język.
- Oh jaka ty jesteś dobroduszna…- naszą
rozmowę przewał mój dzwoniący telefon.
- Sorka, muszę odebrać. – Powiedziałam do
znajomego.
- Tak?
- Jess? – Usłyszałam głos Jona w słuchawce.
-Jon! Hej!
- Hej, mam pytanie.
- Tak? -Zapytałam.- Jess? – Usłyszałam głos Jona w słuchawce.
-Jon! Hej!
- Hej, mam pytanie.
- No bo idziemy dzisiaj z Meg na impreze, chcesz iść z nami?
- Jasne! Gdzie?
- W Piko o 21. – Odpowiedział zadowolony.
- Okej! Do zobaczenia.
- Pa. – Rozłączyłam się.
- Chłopak? – Zapytał Andy.
- Haha. Nie, nie mam chłopaka. – Zaśmiałam
się. – Chcesz iść z nami dzisiaj do clubu? – Sama nie wiem czemu zapytałam o to
chłopaka, nie lubiłam towarzystwa, ale to pytanie samo uszło z moich ust.
- Dzisiaj? – Zapytał.
- No tak.
- Pewnie, gdzie i o której. – Uśmiechnął się
słodko.
- W Piko o 21, ale mógłbyś przyjść po mnie wcześniej
bo ja nie wiem gdzie to jest. Niedawno się tu przeprowadziłam.
- Jasne. – Chłopak widocznie był zadowolony
z naszego dzisiejszego wyjścia. Wtedy zaburczało m iw brzuchu. – Jesteś głodna?
- Może troszkę. – Zaśmiałam się. Tak, byłam
głodna bo nic nie jadłam.
- To może pójdziemy na jakiś obiad? –
Zaproponował i tak zrobiliśmy.
Przez
dłuższy czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Polubiłam go, bardzo. Przed rozstaniem
wymieniliśmy się numerami a następnie ruszyliśmy w swoje strony.
Wróciłam do
domu i zaczęłam się szykować na wieczór. Poszłam pod prysznic, umyłam dokładnie
włosy i ciało. Następnie wyszłam owinęłam się ręcznikiem, wysuszyłam włosy i nałożyłam
ciemny makijaż. Z szafy wyjęłam krótką, czarną, koronkową sukienkę na
ramiączkach z odsłoniętymi plecami. Na ręce założyłam kilka pieszczoch i wciągnęłam
glany na nogi. Gotowa do wyjścia czekałam na niebieskookiego, który zjawił się
po kilku minutach. Był ubrany w czarne spodnie, glany, koszulkę i skurzaną
kurtkę. Wyglądał bosko! Pierwszy raz jakiś facet tak na mnie działał, chodziłam
uśmiechnięta co mnie bardzo zaskakiwało.
- Hej. – Przywitałam się.
- Hej, gotowa?
- Tak. – Zabrałam więc małą czarną torebkę i
już schodziliśmy po schodach.
Wieczór był
ciepły a na niebie zaczęły pokazywać się gwiazdy. Szliśmy spacerkiem i
rozmawialiśmy.
- A więc nie urodziłaś się w Los Angeles. –
To było raczej stwierdzenie niż pytanie.
- Nie, urodziłam się w Nowym Jorku.
- Czemu się przeprowadziłaś? – Zapytał
zaciekawiony.
- Długa historia. – Odparłam niechętnie.
Chłopak widocznie zrozumiał i nie drążył tego tematu.
- Masz rodzeństwo?
- Mam brata.
- Brat? Ile ma lat? – Nie lubiłam jak ktoś
pyta mnie o rodzinę ale dalej odpowiadałam na pytania.
- Chyba cztery. Nie jestem pewna. – Widząc
dziwna minę chłopaka wyjaśniłam. – Nie mieszkam z nim, widziałam go tylko raz.
On mieszka z moim ojcem a ja nie mam z nim najlepszych kontaktów.
- Przykro mi. – Zmieszał się.
- Nie potrzebuje współczucia. Takie życie,
nie zmienisz go. – Uśmiechnęłam się smutno. – A ty? Masz rodzeństwo? – Zaśmiał
się.
- Nie, mama wolała psa niż drugie dziecko.
Dlatego wolę koty! Serio ten pies mnie wykańczał! Ale chciałbym mieć młodszą
siostrę.
- Siostrę a nie brata? – Zdziwiłam się.
- Tak, miałbym o kogo się martwić i
troszczyć. Doprowadzałaby mnie do szału ale dalej bym ją kochał. – Uśmiechnął
się słodko na tę myśl. – Już jesteśmy.
I
rzeczywiście byliśmy. Przed klubem stał Jon z Meg, podeszliśmy więc do nich i
się przywitaliśmy.
- Hej wam.
- Hej. – Odparł Jon i zmierzył mojego
towarzysza z góry na dół.
- Andy, to jest Jon i Meg. – Przedstawiłam
ich sobie.
- Hej.- Powiedziała Meg i uśmiechnęła się do
mnie porozumiewawczo.
- Siema. – Przywitał się Andy na co Jon
kiwnął głową. Chłopcy chyba się nie polubili.
- To co wchodzimy? – Zapytałam wszystkich.
- Po to tu jesteśmy. – zaśmiał się Jon.
Weszliśmy do
środka i usiedliśmy w koncie sali na kanapie. Chłopaki poszli po coś do picia
więc zostałam sama z rudowłosą.
- Niezły jest ten twój znajomy. -
Zachichotała.
- Meg, masz chłopaka. – Zaśmiałam się.
- Oj no wiem. Ale to nie zmienia faktu że
jest przystojny. – Pokręciłam tylko głową. W tamtym momencie wrócił chłopak
Megan i Andy z naszymi drinkami.
- Dzięki – przekrzykując muzykę podziękowałam
im.
- To gdzie poznałeś Jess? – Krzyknęła moja
koleżanka do czarnowłosego.
- W parku! Zajęła mi ławkę. – Wszyscy
wybuchli śmiechem.
Większość
wieczoru spędziliśmy na piciu i wygłupianiu się we czwórkę. Po dwóch drinkach i
dwóch piwach czułam się błogo, byłam taka rozluźniona i zrelaksowana. Bujałam
głową w rytm muzyki i uśmiechałam od ucha do ucha.
- Zatańczysz? – zapytał Andy.
- Jasne!
Poszłam z
chłopakiem na środek parkietu kręcąc biodrami. Odwróciłam się do niego tyłem i
zaczęłam ocierać się o tego wspaniałego mężczyznę. Wiedziałam że to przez
alkohol bo na trzeźwo unikałam kontaktu fizycznego w płcią przeciwną. Ale ten
facet mnie zafascynował, był inny. Muzyka zwolniła a ja znowu stałam twarzą do
Andy’ego i zarzuciłam chłopakowi ręce na szyję. On przyciągnął mnie do siebie i
zaczęliśmy się kołysać. Zatraciłam się w tym tańcu i jego oczach, jednak zanim
do czegoś doszło odsunęłam się od niego i szybko wróciłam do stolika,
opróżniłam kolejną butelkę piwa, a potem jeszcze jedną i tyle pamiętam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Elo, elo
trzy dwa zero!! :D
Wgl miałam dodawać rozdziały częściej a wyszło jak
zawsze :c
Ostatnio nie miałam n to czasu.
Ale teraz postaram się dodawać częściej :D
Komentujcie i wgl bo to wiele dla mnie znaczy a dla
was to moment i jest :D
Jak wam mijają wakacje?! bo moje takie w miarę.
Dobra nie zanudzam już !!
Kooomentujcie!! :*:*:*
Hej kochana ;* jak narazie bardzo mi się podoba to opowiadanie i twój sposób pisania :) Bardzo by mi zalezalo , abys się nie zniechecala przez brak komentarzy bo ludzie to lenie i nie chce im się pisać, wiem na swoim przykładzie ;) Ogółem strasznie się wkrecilam w tego bloga i mam nadzieje , ze szybko dodasz nowy rozdział :D Buziaki i życzę weny ;**
OdpowiedzUsuńWiem że lenie bo ją też jestem :* Ciesze się że się podoba :*
UsuńPrzepraszam za spam :( (jeżeli komentarz Ci przeszkadza po prostu go usuń :))
OdpowiedzUsuńDziewczyna która nie posiada już domu, sierota skrzywdzona przez los. Zadaje sobie pytanie, dlaczego to zawsze ją spotyka coś złego? Ma takiego pecha? Czy nikt tam na górze nad nią nie czuwa?
A może jednak? Chłopak wyglądem przypominający anioła, niebieskie oczy, promienny uśmiech, a w środku diabeł. Kobieciarz, flirciarz i na dodatek wokalista znanego zespołu.
Jak to się potoczy? Czy zmuszona przez menażera do brania udziału w durnej grze, gdzie udaje dziewczynę chłopaka który całym sercem jej nienawidzi, znajdzie się miejsce na uczucia które w sobie skrywa?
Zapraszam na; http://andy-biersack-fanfiction-opowiadanie.blogspot.com/
Czytam już :p
Usuń