niedziela, 14 września 2014

5.


                                         
   - Aaaaandyyyy wyglądam w tym jak dziwka! – Zrzędziłam przymierzając dziesiątą sukienkę, która ledwo zakrywała mój tyłek i biust.
   - Marudzisz. – Wystawił mi język. – Ale masz rację, masz przymierz tą. – Rozkazał i wyszedł z przymierzalni na dalsze łowy.
Ja natomiast trzymałam w rękach przyjemną w dotyku czarną sukienkę. Zrezygnowana włożyłam ją na siebie i spojrzałam w lustro. Z wrażenia moja szczęka leżała na podłodze. Sukienka sięgała mi do połowy ud, była bardzo przylegająca do ciała i podkreślała moją kościstą sylwetkę, dekolt nie był duży co przyjęłam z aprobatą. Cały tył był wykoronkowany tak jak długie rękawy.
   - Wow! Wyglądasz… wow. – Do przymierzalni wślizgnęła się głowa Biersacka.
   - Puka się!
   - Jakbyś nie zauważyła to tutaj nie ma drzwi. – Wyszczerzył się łobuzersko. Miał jednak rację bo oddzielała nas jedynie jakaś czerwona kotara.
   - A idź mi. – Pokazałam mu język. – Podoba się? – obróciłam się powoli.
   - No raczej! – Krzyknął i podał mi kilka par spodni. – Ubierz to a tę sukienkę włóż do koszyka. – Wyszczerzył się.
   - Ugh.. – Zdjęłam z siebie to cudo i wciągnęłam czarne rurki na moje patykowate nogi. Jak na komendę pojawiła się głowa chłopaka. – Przynajmniej mógłbyś ostrzegać kiedy wchodzisz bo znowu stoję przed tobą w staniku. – Trzepnęłam go w łeb i ubrałam moją koszulkę. – Mogą być?  - Pokazałam spodnie wokaliście.
   - Pewnie! – I poszedł sobie. Przebrałam się już w swoje ciuchy i spodnie podzieliły losy sukienki. – Jeeeeess! Koszulka batmana! – Podbiegł do mnie i zaczął wymachiwać mi nią przed nosem. – Musisz ją kupić! A nie zaraz. Ja ją sobie kupię!
   - Andy ona jest damska..- Powiedziałam chłopakowi a on posmutniał. – Zaraz pójdziemy do działu męskiego głupku. – Uśmiechnął się od ucha do ucha i koszulkę dał mi.
Kupiliśmy jeszcze kilka koszulek, bluz i spodni dla mnie a dla tego narwańca koszulkę batmana. On serio ma jakiegoś fioła na jego punkcie. Pokręciłam głową z rezygnacją.
po zakupach poszliśmy na kawę. Weszliśmy do kawiarenki w centrum i usiedliśmy przy stoliku. Podeszła do nas zgrabna, brązowooka kelnerka.
   - Dzień dobry, co podać? – Patrzała tylko w stronę chłopaka i trzepotała zalotnie rzęsami.
   - Dwie kawy z mlekiem i … Jess chcesz ciastko? – Zapytał się mnie.
   - Nie. – Odparłam sucho.
   - I dwa ciastka z kremem. – Laska przyjęła zamówienie i odeszła ruszając tyłkiem. „ Tyłek to nie kierownica!”. Pomyślałam.
   - Mówiłam że nie chcę.
   - Ale to było pytanie retoryczne. – Wyszczerzył się do mnie.
   - Faceci.. – Wymamrotałam co spowodowało jeszcze większy uśmiech niebieskookiego.
   - A tak w ogóle to czemu przeprowadziłaś się do LA? Nie żebym narzekał. – Puścił mi oczko.
   - Nie chcę o tym rozmawiać. – Fuknęłam.
   - Sorka. Tak więc jak to się stało że nas słuchasz. – Zmienił szybko temat.
   - Mojej mamy koleżanka miała syna, który zginał w wypadku. Ona chciała oddać kilka jego rzeczy a że moja mama wiedziała że słucham podobnej muzyki to wzięła od niej wasze płyty. Koniec historii. – Uśmiechnęłam się lekko.
   - Szkoda chłopaka. – Zasmucił się.
   - Nie wiem jaki był, nie znałam go. – Podeszła do nas kelnerka z naszym zamówieniem, odchodząc popatrzała się na mnie z mordem w oczach. Ja natomiast obdarzyłam ją kpiarskim spojrzeniem. – Wpadłeś w oko kelnerce. – Zaśmiałam się.
   - Serio? – Odwrócił się w jej stronę a ona odwróciła speszona głowę. – Ładna ale nie w moim typie.
   - Sorka że pytał ale masz dziewczynę? – Zapytałam prosto z mostu.
   - Już nie.
   - Czemu? – Drążyłam.
   - Stwierdziliśmy z Juliet że to nie ma sensu. Teraz się przyjaźnimy i spotykamy regularnie. Dalej jest dla mnie ważna ale już nie w ten sposób jak kiedyś. A jak jest z tobą?
   - Ze mną… no to nie ma o czym mówić. Nie mam nikogo. – Odparłam.
   - Ale był ktoś? – Zapytał zaciekawiony.
   - Kiedyś był taki jeden koleś ale to dawno.
   - Co się stało? – Chciał wiedzieć.
   - Założył się że mnie wyrwie i wytrzyma w tym związku miesiąc.  – Odpowiedziałam bez emocji.
   - Frajer. - Między nami zapadła przyjemna cisza, która nas nie krępowała. Odpłynęłam w swoich myślach.

** 3 lata wcześniej **
   - Hej Derek. – Przytuliłam chłopaka na przywitanie, zaniepokoiło mnie że nie odwzajemnił uścisku. Zrezygnowana usiadłam na ławce.
   - Jess musimy pogadać. – Wyrzucił z siebie beznamiętnym głosem.
   - Czy coś się stało. – Pierwsze co przyszło mi na myśl to było że się o wszystkim dowiedział.
   - Posłuchaj, to co było miedzy nami to nic nie znaczyło. To był głupi zakład. Kumasz? – Powiedział sucho.
   - Coo?! – Przeżyłam szok.
   - Tak więc to tyle. Cześć. – Wstał i odszedł zostawiając mnie samą na ławce w parku.
Wstałam z miejsca i ruszyłam biegiem do domu. Gdy byłam już w swoim pokoju to rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Byłam załamana. Zaufałam mu. Pozwoliłam się do siebie zbliżyć. Uczestniczyć w moim życiu! A on mnie okłamał! Jedyne co myśli w tamtym momencie to, to że jestem beznadziejna, nic nie warta a przypominali mi o tym wszyscy na każdym kroku. Matka, ojczym, ojciec, który mnie olał. Myślałam że Derek jest inny. Że chociaż Jemu na mnie zależy. Ale pomyliłam się! Na nikogo nie można liczyć. Sięgnęłam do szafki nocnej i wyciągnęłam ostrą żyletkę. Przeciągnęłam przedmiotem po nadgarstku, z rany od razu wypłynęła brunatna ciecz.
   - Nikomu już nie zaufam. – Szepnęłam i przełknęłam gorzkie łzy.

   - Jess. Wystygła ci kawa. – Ocknęłam się i spojrzałam na Andy’ego, który dopił swój napój, jego ciastko już dawno zniknęło z talerzyka.
   - Ah.. trudno.
Wstaliśmy od stolika, zapłaciliśmy za to co Andy spożył a ja zostawiłam nietknięte.
   - To gdzie teraz? – Zapytałam.
   - Jedziemy odwieść rzeczy.
   - A potem?
   - Zobaczysz. – Uśmiechnął się tajemniczo. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Czarnowłosy puścił cichutko muzykę, tak żeby można było prowadzić dalszą rozmowę.
   - No powiedz. –Marudziłam.
   - Nie. – Wystawił mi język. Ja natomiast zrobiłam słodkie oczka jak kotek ze Shreka. – To na mnie nie działa.
   - No i nie odzywaj się do mnie. – Zrobiłam fochnięty dziubek i odwróciłam się twarzą do szyby.
Właśnie dojeżdżaliśmy pod mój blok więc jak auto się zatrzymało to wysiadłam i zaczęłam zbierać swoje zakupy gdy nagle straciłam grunt pod nogami. Ten debil podrzucił mnie wysoko do góry i złapał w ręce. Mimo że miałam być obrażona zaczęłam się śmiać jak opętana. Gdy złapał mnie po raz ostatni uśmiechnął się uroczo i zapytał.
   - Nie fochaj się już.
   - Dobra, ale mnie postaw. – Zaśmiałam się. Chłopak postawił mnie na ziemi i wzięliśmy moje torby. Weszliśmy do mojego mieszkania i napiliśmy się po szklance soku pomarańczowego.
   - Gotowa? – Zapytał nagle.
   - Chyba tak. - Tak więc wyszliśmy.
Po 20 minutach zatrzymał samochód za miastem. Wysiedliśmy z niego i ruszyliśmy w stronę ogromnego hangaru. Gdy weszliśmy do budynku stanęłam w miejscu. Przede mną było ogromne zaciemnione, pomieszczenie z korytarzami, snobami siana i migotającymi światłami. Andy uśmiechnął się i zaprowadził mnie do jakiegoś małego pomieszczenia obok.
   - Dzisiaj będzie paintball.
   - Coo?!
   -No, ubierz się. – Podał mi jakieś ubranie ochronne a następnie wyposażył mnie w broń z farbą. – Dobra gramy my na trzy inne pary. Chodź dać czadu.
Wyszliśmy na pole bitwy. Na starcie byli już pozostali. Na środek wyszedł sędzia.
   - Ta para, która odniesie jak najmniej obrażeń wygrywa! Macie 5 minut na zajęcie pozycji. Start!
Wszyscy ruszyliśmy tunelami. Po dwóch minutach zatrzymaliśmy się i ustaliliśmy taktykę.
   - Kryj się za ścianami. Ochraniamy się nawzajem. Miłej zabawy. – Wyszczerzył się i w tym samym momencie zawyła syrena rozpoczynająca bitwę.
Szłam krok w krok za chłopakiem. Jak na razie nic się nie działo ale serce waliło mi jak oszalałe a poziom adrenaliny wzrósł. Nagle usłyszałam strzały przed nami. Andy zatrzymał mnie i wychylił się zza ściany po czym wystrzelił kilka kulek w stronę przeciwnika. Na co on zareagował również otwarciem ognia. Ja natomiast stałam plecami do mojego przyjaciela? Tak mogłam już go tak nazwać. I ochraniałam tyły. Na końcu korytarza przebiegła postać a ja zaczęłam w nią strzelać.
   - Nażryj się ołowiu! Taaak! – Wydałam okrzyk radości bo trafiłam napastnika.
Biersack złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Wpadliśmy w siano i zaczęliśmy się śmiać.
   - Dobrze ci idzie! – krzyknął do mnie bo zaczęły wyć syreny alarmowe.
 Przez następne pół godziny postrzeliłam przeciwników kilkadziesiąt razy ale oni nie byli mi dłużni i również byłam cała w farbie.
   - Uwaga!  wojna zakończona! – Zaczęliśmy bić brawa i wracać na start.
Gdy byliśmy na miejscu sędzia sprawdził w jakim byliśmy stanie. Gdy wszystko zanotował oświadczył z rogalem na twarzy.
   -Wygrała para numer 4! Gratuluję uścisnął mi i Andy’emu rękę, a następnie powiesił małe medaliki na naszych szyjach. I zrobił zdjęcie.
   - Andy! To było zajebiste! Dziękuję. – Wspięłam się na palce i złożyłam buziaka na jego policzku. Gdy dotarło do mnie co zrobiłam spuściłam speszona głowę i zaczęłam się rozbierać  z brudnych ubrań.
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jestem z nowym rozdziałem !!! :*
Sorka za błędy ale nie mam siły sprawdzać go już dzisiaj!
Cieszy mnie to że ktoś to wgl czyta :*:*:*
Jeżeli chodzi o 2 bloga to posta postaram się dodać w tygodniu :D
Wgl ale burza jest! Jak pierdykło to myślałam że zawału dostałam. :D
Dobra tak więc to tyle miśki :*
Zostawiajcie po sobie komentarze :*:*
   



1 komentarz:

  1. Ahahahhaa...Andy z głową w przymierzalni. To mnie rozwalilo :D Bardzo mi sie podoba twoj styl pisania. Taki prosty i konkretny :P Tak trzymać :D Jezuuu tez bym chciała zagrać w paintballa z Biersackiem nooo...!!! Czekam na następny ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;*
    www.rebelyellbvb.bloqspot.com

    OdpowiedzUsuń