wtorek, 4 listopada 2014

Bum!



Hejka.

Tak wiem że długo mnie nie było za co przepraszam.

Niestety nie wiem kiedy pojawi się jakiś rozdział ale myślę że po 10 bo nie ma mnie do niedzieli.

Ostatnio nie mam siły do niczego. Mam problemy osobiste i to mnie trochę dołuje i przygasza.

Muszę poukładać sobie kilka spraw i mam nadzieję że będzie lepiej.

Wgl mam pełno pomysłów na rozdziały ale nie wiem kiedy mam to spisać. Najczęściej po prostu albo nie mam czasu albo mam zrypany humor i nie mogę skleić kilku sensownych zdań.

 Wyobraźcie sobie że nie sądziłam że aż tyle czasu mnie tu nie było!

Czas mi ucieka przez palce i nawet nie wiem kiedy minął 2 miesiąc szkoły!!

Dobra nie zanudzam i lecę :*

Kocham was i dziękuje za prawie 700 wyświetleń . 
Ps. jak się podoba nowa płyta BVB? Bo ja ją kocham *-*



niedziela, 14 września 2014

5.


                                         
   - Aaaaandyyyy wyglądam w tym jak dziwka! – Zrzędziłam przymierzając dziesiątą sukienkę, która ledwo zakrywała mój tyłek i biust.
   - Marudzisz. – Wystawił mi język. – Ale masz rację, masz przymierz tą. – Rozkazał i wyszedł z przymierzalni na dalsze łowy.
Ja natomiast trzymałam w rękach przyjemną w dotyku czarną sukienkę. Zrezygnowana włożyłam ją na siebie i spojrzałam w lustro. Z wrażenia moja szczęka leżała na podłodze. Sukienka sięgała mi do połowy ud, była bardzo przylegająca do ciała i podkreślała moją kościstą sylwetkę, dekolt nie był duży co przyjęłam z aprobatą. Cały tył był wykoronkowany tak jak długie rękawy.
   - Wow! Wyglądasz… wow. – Do przymierzalni wślizgnęła się głowa Biersacka.
   - Puka się!
   - Jakbyś nie zauważyła to tutaj nie ma drzwi. – Wyszczerzył się łobuzersko. Miał jednak rację bo oddzielała nas jedynie jakaś czerwona kotara.
   - A idź mi. – Pokazałam mu język. – Podoba się? – obróciłam się powoli.
   - No raczej! – Krzyknął i podał mi kilka par spodni. – Ubierz to a tę sukienkę włóż do koszyka. – Wyszczerzył się.
   - Ugh.. – Zdjęłam z siebie to cudo i wciągnęłam czarne rurki na moje patykowate nogi. Jak na komendę pojawiła się głowa chłopaka. – Przynajmniej mógłbyś ostrzegać kiedy wchodzisz bo znowu stoję przed tobą w staniku. – Trzepnęłam go w łeb i ubrałam moją koszulkę. – Mogą być?  - Pokazałam spodnie wokaliście.
   - Pewnie! – I poszedł sobie. Przebrałam się już w swoje ciuchy i spodnie podzieliły losy sukienki. – Jeeeeess! Koszulka batmana! – Podbiegł do mnie i zaczął wymachiwać mi nią przed nosem. – Musisz ją kupić! A nie zaraz. Ja ją sobie kupię!
   - Andy ona jest damska..- Powiedziałam chłopakowi a on posmutniał. – Zaraz pójdziemy do działu męskiego głupku. – Uśmiechnął się od ucha do ucha i koszulkę dał mi.
Kupiliśmy jeszcze kilka koszulek, bluz i spodni dla mnie a dla tego narwańca koszulkę batmana. On serio ma jakiegoś fioła na jego punkcie. Pokręciłam głową z rezygnacją.
po zakupach poszliśmy na kawę. Weszliśmy do kawiarenki w centrum i usiedliśmy przy stoliku. Podeszła do nas zgrabna, brązowooka kelnerka.
   - Dzień dobry, co podać? – Patrzała tylko w stronę chłopaka i trzepotała zalotnie rzęsami.
   - Dwie kawy z mlekiem i … Jess chcesz ciastko? – Zapytał się mnie.
   - Nie. – Odparłam sucho.
   - I dwa ciastka z kremem. – Laska przyjęła zamówienie i odeszła ruszając tyłkiem. „ Tyłek to nie kierownica!”. Pomyślałam.
   - Mówiłam że nie chcę.
   - Ale to było pytanie retoryczne. – Wyszczerzył się do mnie.
   - Faceci.. – Wymamrotałam co spowodowało jeszcze większy uśmiech niebieskookiego.
   - A tak w ogóle to czemu przeprowadziłaś się do LA? Nie żebym narzekał. – Puścił mi oczko.
   - Nie chcę o tym rozmawiać. – Fuknęłam.
   - Sorka. Tak więc jak to się stało że nas słuchasz. – Zmienił szybko temat.
   - Mojej mamy koleżanka miała syna, który zginał w wypadku. Ona chciała oddać kilka jego rzeczy a że moja mama wiedziała że słucham podobnej muzyki to wzięła od niej wasze płyty. Koniec historii. – Uśmiechnęłam się lekko.
   - Szkoda chłopaka. – Zasmucił się.
   - Nie wiem jaki był, nie znałam go. – Podeszła do nas kelnerka z naszym zamówieniem, odchodząc popatrzała się na mnie z mordem w oczach. Ja natomiast obdarzyłam ją kpiarskim spojrzeniem. – Wpadłeś w oko kelnerce. – Zaśmiałam się.
   - Serio? – Odwrócił się w jej stronę a ona odwróciła speszona głowę. – Ładna ale nie w moim typie.
   - Sorka że pytał ale masz dziewczynę? – Zapytałam prosto z mostu.
   - Już nie.
   - Czemu? – Drążyłam.
   - Stwierdziliśmy z Juliet że to nie ma sensu. Teraz się przyjaźnimy i spotykamy regularnie. Dalej jest dla mnie ważna ale już nie w ten sposób jak kiedyś. A jak jest z tobą?
   - Ze mną… no to nie ma o czym mówić. Nie mam nikogo. – Odparłam.
   - Ale był ktoś? – Zapytał zaciekawiony.
   - Kiedyś był taki jeden koleś ale to dawno.
   - Co się stało? – Chciał wiedzieć.
   - Założył się że mnie wyrwie i wytrzyma w tym związku miesiąc.  – Odpowiedziałam bez emocji.
   - Frajer. - Między nami zapadła przyjemna cisza, która nas nie krępowała. Odpłynęłam w swoich myślach.

** 3 lata wcześniej **
   - Hej Derek. – Przytuliłam chłopaka na przywitanie, zaniepokoiło mnie że nie odwzajemnił uścisku. Zrezygnowana usiadłam na ławce.
   - Jess musimy pogadać. – Wyrzucił z siebie beznamiętnym głosem.
   - Czy coś się stało. – Pierwsze co przyszło mi na myśl to było że się o wszystkim dowiedział.
   - Posłuchaj, to co było miedzy nami to nic nie znaczyło. To był głupi zakład. Kumasz? – Powiedział sucho.
   - Coo?! – Przeżyłam szok.
   - Tak więc to tyle. Cześć. – Wstał i odszedł zostawiając mnie samą na ławce w parku.
Wstałam z miejsca i ruszyłam biegiem do domu. Gdy byłam już w swoim pokoju to rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Byłam załamana. Zaufałam mu. Pozwoliłam się do siebie zbliżyć. Uczestniczyć w moim życiu! A on mnie okłamał! Jedyne co myśli w tamtym momencie to, to że jestem beznadziejna, nic nie warta a przypominali mi o tym wszyscy na każdym kroku. Matka, ojczym, ojciec, który mnie olał. Myślałam że Derek jest inny. Że chociaż Jemu na mnie zależy. Ale pomyliłam się! Na nikogo nie można liczyć. Sięgnęłam do szafki nocnej i wyciągnęłam ostrą żyletkę. Przeciągnęłam przedmiotem po nadgarstku, z rany od razu wypłynęła brunatna ciecz.
   - Nikomu już nie zaufam. – Szepnęłam i przełknęłam gorzkie łzy.

   - Jess. Wystygła ci kawa. – Ocknęłam się i spojrzałam na Andy’ego, który dopił swój napój, jego ciastko już dawno zniknęło z talerzyka.
   - Ah.. trudno.
Wstaliśmy od stolika, zapłaciliśmy za to co Andy spożył a ja zostawiłam nietknięte.
   - To gdzie teraz? – Zapytałam.
   - Jedziemy odwieść rzeczy.
   - A potem?
   - Zobaczysz. – Uśmiechnął się tajemniczo. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Czarnowłosy puścił cichutko muzykę, tak żeby można było prowadzić dalszą rozmowę.
   - No powiedz. –Marudziłam.
   - Nie. – Wystawił mi język. Ja natomiast zrobiłam słodkie oczka jak kotek ze Shreka. – To na mnie nie działa.
   - No i nie odzywaj się do mnie. – Zrobiłam fochnięty dziubek i odwróciłam się twarzą do szyby.
Właśnie dojeżdżaliśmy pod mój blok więc jak auto się zatrzymało to wysiadłam i zaczęłam zbierać swoje zakupy gdy nagle straciłam grunt pod nogami. Ten debil podrzucił mnie wysoko do góry i złapał w ręce. Mimo że miałam być obrażona zaczęłam się śmiać jak opętana. Gdy złapał mnie po raz ostatni uśmiechnął się uroczo i zapytał.
   - Nie fochaj się już.
   - Dobra, ale mnie postaw. – Zaśmiałam się. Chłopak postawił mnie na ziemi i wzięliśmy moje torby. Weszliśmy do mojego mieszkania i napiliśmy się po szklance soku pomarańczowego.
   - Gotowa? – Zapytał nagle.
   - Chyba tak. - Tak więc wyszliśmy.
Po 20 minutach zatrzymał samochód za miastem. Wysiedliśmy z niego i ruszyliśmy w stronę ogromnego hangaru. Gdy weszliśmy do budynku stanęłam w miejscu. Przede mną było ogromne zaciemnione, pomieszczenie z korytarzami, snobami siana i migotającymi światłami. Andy uśmiechnął się i zaprowadził mnie do jakiegoś małego pomieszczenia obok.
   - Dzisiaj będzie paintball.
   - Coo?!
   -No, ubierz się. – Podał mi jakieś ubranie ochronne a następnie wyposażył mnie w broń z farbą. – Dobra gramy my na trzy inne pary. Chodź dać czadu.
Wyszliśmy na pole bitwy. Na starcie byli już pozostali. Na środek wyszedł sędzia.
   - Ta para, która odniesie jak najmniej obrażeń wygrywa! Macie 5 minut na zajęcie pozycji. Start!
Wszyscy ruszyliśmy tunelami. Po dwóch minutach zatrzymaliśmy się i ustaliliśmy taktykę.
   - Kryj się za ścianami. Ochraniamy się nawzajem. Miłej zabawy. – Wyszczerzył się i w tym samym momencie zawyła syrena rozpoczynająca bitwę.
Szłam krok w krok za chłopakiem. Jak na razie nic się nie działo ale serce waliło mi jak oszalałe a poziom adrenaliny wzrósł. Nagle usłyszałam strzały przed nami. Andy zatrzymał mnie i wychylił się zza ściany po czym wystrzelił kilka kulek w stronę przeciwnika. Na co on zareagował również otwarciem ognia. Ja natomiast stałam plecami do mojego przyjaciela? Tak mogłam już go tak nazwać. I ochraniałam tyły. Na końcu korytarza przebiegła postać a ja zaczęłam w nią strzelać.
   - Nażryj się ołowiu! Taaak! – Wydałam okrzyk radości bo trafiłam napastnika.
Biersack złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Wpadliśmy w siano i zaczęliśmy się śmiać.
   - Dobrze ci idzie! – krzyknął do mnie bo zaczęły wyć syreny alarmowe.
 Przez następne pół godziny postrzeliłam przeciwników kilkadziesiąt razy ale oni nie byli mi dłużni i również byłam cała w farbie.
   - Uwaga!  wojna zakończona! – Zaczęliśmy bić brawa i wracać na start.
Gdy byliśmy na miejscu sędzia sprawdził w jakim byliśmy stanie. Gdy wszystko zanotował oświadczył z rogalem na twarzy.
   -Wygrała para numer 4! Gratuluję uścisnął mi i Andy’emu rękę, a następnie powiesił małe medaliki na naszych szyjach. I zrobił zdjęcie.
   - Andy! To było zajebiste! Dziękuję. – Wspięłam się na palce i złożyłam buziaka na jego policzku. Gdy dotarło do mnie co zrobiłam spuściłam speszona głowę i zaczęłam się rozbierać  z brudnych ubrań.
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jestem z nowym rozdziałem !!! :*
Sorka za błędy ale nie mam siły sprawdzać go już dzisiaj!
Cieszy mnie to że ktoś to wgl czyta :*:*:*
Jeżeli chodzi o 2 bloga to posta postaram się dodać w tygodniu :D
Wgl ale burza jest! Jak pierdykło to myślałam że zawału dostałam. :D
Dobra tak więc to tyle miśki :*
Zostawiajcie po sobie komentarze :*:*
   



niedziela, 7 września 2014

4.


Obudził mnie straszny ból głowy oraz słońce, które złośliwie raziło mnie w oczy. Zakryłam więc głowę kołdrą, po chwili jednak przypomniałam sobie wczorajszy wieczór a przynajmniej jego początek i zerwałam się z łóżka co spowodowało że spadłam na podłogę.  Z ulgą zauważyłam że mam na sobie ubrania więc nie było tak źle. Jedyny problem widziałam w tym że nie wiedziałam gdzie jestem. Zabrałam swoją torebkę, która leżała na krześle i wyszłam z pokoju. Znalazłam się na przestronnym białym korytarzyku. Da drugim jego końcu były schody, po których miałam zamiar zejść. Mijałam po drodze kilka par drzwi, byłam ciekawa ile osób tu mieszka. Pięć? Siedem? Starając się nie myśleć o tym kogo spotkam na dole zeszłam po schodach. Na parterze  był podobny korytarz jak na górze, długi, biały, przestronny. Na ścianach jednak znajdowało się pełno plakatów zespołu Black Veil Brides, ale żeby tylko na plakatach się zakończyło to nie byłoby to nic dziwnego, lecz wisiały również zdjęcia chłopaków z wcześniej wspomnianych plakatów tylko że bez makijażu. Oczywiście nawet nie miałam pojęcia jak oni wyglądają ponieważ nie miałam fioła na ich punkcie. To jak wyglądają miałam w dupie. Jedno zdjęcie jednak przykuło moją uwagę, widniał na nim Andy. Pierwsze co przyszło mi do głowy to, to że ma świra na ich punkcie. Lecz po chwili dojrzałam podobieństwo między mężczyzną ze zdjęcia a tym z plakatów. Potem pomyślałam że mnie oszukał! Nie powiedział kim jest i że tylko się mną bawi.
   - Wstałaś. – Podskoczyłam w miejscu i złapałam się za serce. – Sory nie chciałem cię wystraszyć. – Przeprosił stojący za mną Andy.
   - Emm… spoko. – Wymamrotałam. I przeniosłam wzrok z chłopaka na obrazki.
   - Słyszałaś o nas? – Zapytał.
   - Czyli Black Veil Brides to serio twój zespół?
   - No tak.
   - Dlaczego mi nie powiedziałeś? – Zapytałam z wyrzutem.
   - Sam nie wiem, nie chciałem żebyś traktowała mnie inaczej niż zwykłych ludzi?
   - Nie traktowałabym cię inaczej. Ja bym olała cię od razu. Nie zrozum mnie źle, ja lubię twoją muzykę, ale nie lubię gwiazdek, które myślą że są takie zajebiste. Znając życie zaciągnąłbyś mnie do łóżka przy pierwszej okazji i kazał spierdalać. Nie chce mieć z Tobą nic wspólnego! – Wydarłam się na niego.
   - O co tobie chodzi?! I czekaj bo nie zrozumiałem, jesteś naszą fanką ale nie wiesz jak wyglądamy? – Zapytał się.
   - A czy to takie dziwne? Nie słucham jakiegoś zespołu bo są tam nieźli faceci, tylko dlatego że lubię ich muzykę, co jednak nie wiąże się z tym że muszę lubić skład zespołu. A teraz daj mi spokój! Nie chcę cię więcej widzieć! Ok? – Powiedziawszy to chwyciłam moje buty, które stały koło drzwi wyjściowych i nie zwracając uwagi na to co mówi chłopak wybiegłam z domu.
Tak wiem uznacie mnie za głupią dziewczynę. No bo przecież on nic mi nie zrobił, a do tego był sławny. No ale co ma do tego sława? Nie chciałam być jego zabawką! No bo co on miałby we mnie widzieć? Przecież mógł mieć również sławną dziewczynę! A ja nie chciałam cierpieć przed dupka, któremu zapewne uderzyła sodówa do głowy, albo uderzy w najbliższym czasie. Tak więc szłam na boso ulicami miasta, po dziesięciu minutach marszu usiadłam na ławce i włożyłam buty. Rozejrzałam się dookoła i stwierdziłam że nie wiem gdzie jestem. Wyciągnęłam telefon z torebki, zadzwoniłam po taksówkę i podałam adres widniejący na domu naprzeciwko. Następnie czekałam na pojazd, który miał mnie zawieźć do domu.

*Andy*
   - Hej młody! – Wydarł się Ash wchodzący do domu. Ja siedziałem na kanapie w salonie i rozmyślałem co się wydarzyło dwadzieścia minut wcześniej. – Ziemia do Andy’ego!
   - Aa hej. – Odpowiedziałem zgaszony.
   - Oj widzę coś nie w sosie. – Rozłożył się wygodnie na fotelu. – Psycholog Ashley cię wysłucha.
   - Ash daj sobie spokój. – Jęknąłem.
   - Nie dam, więc zaczynaj.
   - Ugh… no więc chodzi o dziewczynę. – Wymamrotałem trochę zażenowany, mimo iż nie było czym.
   - Uuuu… kontynuuj.
   - No bo poznałem ją kilka dni temu. Ona jest ładna, zabawna, inteligentna, ładna ale to już chyba mówiłem. – Zaśmiałem się. – Byłem z nią wczoraj na imprezie, ona się upiła a ja ją przenocowałem. Rano dowiedziała się że jestem w zespole! A co jest najdziwniejsze to ona jest nasza fanką! Sory nie naszą, ona nas nie lubi tylko naszą muzykę, uważa że ją wykorzystam i powiedziała że nie chce mnie znać. Nie ogarniam jej!
   - Że co?! Jak można nie wiedzieć jak wygląda twój ulubiony zespół?! I ona nawet nas nie zna, więc nie ma prawa osądzać! – Zbulwersował się mój przyjaciel.
   - No właśnie wiem! Ale jak w końcu jakaś dziewczyna okazała się warta zachodu do musi być tak skomplikowana. – Moja logika rozbawiła chłopaka.
   - Młody, laska jak laska, nie przejmuj się nią! A tak przy okazji zabieram cię dzisiaj do baru! I nie słyszę żadnych sprzeciwów! Masz coś do żarcia?
Dla Asha każda laska jest taka sama. No ale to Ash. Zostawiłem przyjaciela samego w kuchni a sam wdrapałem się po schodach i poszedłem pod prysznic.

Kilka godzin później wychodziliśmy z domu do baru. Wieczór był dość chłodny więc cieszyłem się że wziąłem skórzaną kurtkę. Na miejsce dotarliśmy po 30 minutach marszu, nie braliśmy samochodu bo oczywiste było że po pijaku nie damy rady prowadzić.  Bar nazywał się „Zonet”. Weszliśmy do środka i usiedliśmy przy wolnym stoliku.
   - Ty stary! To ta laska co dała mi fałszywy numer! – Wydarł się Ash. Zaciekawiony spojrzałem w jej stronę ponieważ byłem ciekawy kto sprzedał kumplowi kosza. Nie spodziewałem się zobaczyć Jess.
   - To jest Jess! – Odkrzyknąłem.
   - Znasz ją?!
   - To ta dziewczyna, o której tobie opowiadałem!
   - Nie pierdol! Masz rację, dobra dupa! I na co czekasz? Idź do niej! – Zachęcił mnie.
Tak więc wstałem z miejsca i ruszyłem w stronę Jess.

*Jess*
   Obsługiwałam gości i podrygiwałam w rytm piosenki. Doszłam do wniosku że powinnam nie myśleć o Andym. Zdziwiło mnie że Jon był jakiś przybity, z tego co mi powiedział to po tym jak wyszłam z klubu zalana w trupa razem z Andym to on tańczył z jakąś laską i Meg się wkurwiła. Lubiłam Jona ale zasłużył sobie. W końcu solidarność jajników.
   - Hej mała. – Przy barze usiadł ten cały Mike co już mnie nieźle wkurwiał.
   - Czego?
   - Może trochę grzeczniej. – Wyszczerzył się w obleśnym uśmiechu.
   - A może nie? – Zapytałam sarkastycznie.
   - Oj nie bądź taka zimna. – Złapał mnie za podbródek i ścisnął go boleśnie. Miałam zamiar się wyrwać ale uprzedził mnie Andy, który wykręcił rękę mężczyźnie.
   - Naucz się trzymać ręce przy sobie, chyba że chcesz je stracić. – Powiedział spokojnie lecz z furią u oczach. – A teraz spierdalaj.
   - A ty co? Ochroniarz? – Zaśmiał się drwiąco.
   - Chłopak. I jeszcze raz zobaczę cię jak przystawiasz się do mojej dziewczyny to nie będziesz miał już się czym bawić. – Zagroził mu. Facet oddalił się przeklinając pod nosem a ja myślałam że zrobię mojemu „wybawcy” z dupy jesień średniowiecza.
   - Co ty odpierdalasz?! Nie potrzebuję niańki! – Wydarłam się na niego.
   - Nie ma za co. – Odburknął zły.
   - Co ty sobie kurwa wyobrażasz?! Dałam tobie jasno do zrozumienia że nie chcę się już z tobą widywać. – nie przestawałam się na niego wydzierać.
   - Ale ja mam zamiar się z tobą widywać! Albo przynajmniej pogadać o tym jaką szopkę odstawiłaś dzisiaj rano! – On również podniósł głos co zaczęło zwracać uwagę otaczających nas ludzi. Złapałam chłopaka za koszulkę i wciągnęłam na zaplecze.
   - No? O czym mamy rozmawiać? – Zapytałam już trochę spokojniej.
   - Czemu nie chcesz się już ze mną widywać?
   -Ugh… tak trudno się domyślić? – Zapytałam zrezygnowana. Jednak cieszyłam się w duchu że tu jest. Zdążyłam go polubić, a zdarza mi się to rzadko.
   - Jak widać tak. – Oparł się o ścianę i czekał na wyjaśnienia.
   - Nie chcę być twoją zabawką. Nie oszukujmy się, jesteś przystojny, zabawny, sławny, która dziewczyna nie chciałaby z tobą być. Ja chce mieć normalnych znajomych, którzy nie przejmują się opinią innych. Jak myślisz dlaczego nie wiedziałam jak wyglądacie i się nazywacie? Bo nie marnuję czasu tak jak inni ludzie na snuciu planów jakby was tu spotkać. Oni myślą że ich znają a tak naprawdę to inni ludzie! A ja się pewnie tobie znudzę za tydzień, dwa i będziesz żył dalej a ja znowu będę sobie wytykać jaka jestem łatwowierna. – chłopak zamyślił się na chwilę.
   - Serio masz o mnie takie zdanie? Czy przez te kilka dni dałem tobie do zrozumienia że chcę się tobą zabawić i kazać spierdalać po wszystkim? Jakbyś nie zauważyła miałem taką okazję wczoraj jak ledwo trzymałaś się na nogach. Nie wszyscy są tacy jak myślisz. – Zdenerwował się na mnie.
   - Masz racje. Przepraszam. Ja po prostu byłam w szoku. Lubię cię i to bardzo. – Powiedziałam to tak jakbym przyznawała się do winy.
   - Spoko. – Uśmiechnął się. – między nami ok?
   - Tak. A teraz musze wracać do pracy.
Ja i Andy wróciliśmy na salę. Przez następne kilka godzin obsługiwałam klientów i rozmawiałam z nim. Naprawdę go polubiłam i nie wiem sama czemu tak się wściekłam. Chociaż pewnie dlatego że to był jakiś powód do tego żeby zerwać kontakt. Ja się po prostu bałam nowej znajomości, bałam się że mnie skrzywdzi. Miałam tylko nadzieje że nie będę żałowała tego że jednak postanowiłam się z nim zaprzyjaźnić.

   Andy zwinął się do domu koło 2. A ja zostałam z Jonem za barem. O 4 jak zawsze wróciliśmy do domów. Chłopak odwiózł mnie i pomachał na pożegnanie. Gdy weszłam do mieszkania to od razu wpadłam pod prysznic. Chciałam zmyć z siebie zapach alkoholu i potu. Następnie wskoczyłam do łóżka i zasnęłam jak małe dziecko.
Obudziło mnie walenie do drzwi. Zakryłam jednak uszy poduszką i czekałam aż ten pojeb sobie pójdzie. Nie było mi jednak to dane ponieważ on nie chciał przestać, tak więc wstałam i podreptałam do drzwi frontowych aby je otworzyć.
   - Czego? – warknęłam na przybysza, który okazał się Andym. Chłopak jednak nie odezwał się tylko stał i gapił się na mnie jak w transie. Dopiero wtedy przypomniałam sobie że spałam dzisiaj w samej czarnej, wykoronkowanej bieliźnie. Zostawiając więc chłopaka w otwartych drzwiach udałam się do szafy i wyciągnęłam czarną, sięgająca do połowy ud koszulkę i założyłam ją na siebie. Następnie wróciłam na przedpokój gdzie chłopak stał w tym samym miejscu z ta samą głupawą mina. – Andy! Kurwa obudź się! – Wydarłam się na niego.
   - Co? Co? – potrząsnął głową. – A no tak. Przyniosłem śniadanie. A raczej obiad. – Zaśmiał się słodko.
   - Dzięki, a właściwie, która godzina? – Zapytałam gdy Andy położył reklamówkę na stół w kuchni.
   - 13. – Odpowiedział. – O której wczoraj wróciłaś?
   - Po 4. Naleśniki! – Wydarłam się gdy zobaczyłam zawartość torby jednorazowej.
   - Rozumiem że lubisz.
   - Uwielbiam! Mama mi zawsze smaż… - Umilkłam. – Zresztą nie ważne. – Nałożyłam naleśniki na dwa talerze i zaczęłam je pałaszować razem z moim gościem.
Ze zdziwieniem stwierdziłam że byłam strasznie głodna. Co nie było dziwne bo od kilku tygodni jadałam naprawdę mało. Po skończonym posiłku zabrałam naczynia i umyłam je.
   - Masz plany na dziś? – Zapytał mnie mój towarzysz. – To już masz. – Uśmiechnął się zagadkowo.
   - Eee…ale miałam iść na zakupy…- Nie lubiłam chodzić po sklepach ale niestety musiałam kupić kilka ciuchów.
   - No to ubieraj się szybko i lecimy na shopping! A potem niespodzianka! – Chłopak był dzisiaj strasznie wesoły. – No już! Nie mamy czasu do stracenia.
Pokręciłam z rezygnacją głową i poszłam po jakiś ubrania. Wybór padł na czarne rajstopy, spodenki tego samego koloru i szarą koszulkę na grubych ramiączkach z czarnym krzyżem. W łazience ubrałam się, umyłam zęby, wyszczotkowałam włosy i pomalowałam mocno oczy. Gotowa wyszłam do chłopaka.
   - Gotowa. – Chwyciłam torebkę i założyłam trampki.
   - Ślicznie wyglądasz.
   - Dziękuję – Zarumieniłam się i wyszliśmy z domu.
Andy zaprowadził mnie na parking i otworzył drzwi do czarnego porsche.
   - Serio? – Zapytałam.
   - O co chodzi? – Zdziwił się.
   -Nie chce wychodzić na kogoś kto leci na twoja kasę. – Wyjęczałam zażenowana.
   - Ja wiem że taka nie jesteś. A teraz wsiadaj.- Wsiadłam do auta i czekałam aż on zajmie miejsce kierowcy. – Kierunek centrum handlowe.
Czarnowłosy włączył radio, z którego wypłynęły pierwsze dźwięki Fall out boy - Thanks for the memories.

I'm gonna make it bend and break
 (It sent you to me without wings)
 Say a prayer, but let the good times roll
 In case God doesn't show
 (Let the good times roll, let the good times roll)

Zaczęłam śpiewać razem z wokalistą. Lubiłam tą piosenkę. Po chwili Andy dołączył do mnie.

And I want these words to make things right
 But it's the wrongs that make the words come to life
 "Who does he think he is?"
 If that's the worst you've got better put your fingers back to the keys

 One night and one more time
 Thanks for the memories
 Even though they weren't so great
 "He tastes like you only sweeter"

 One night yeah, and one more time
 Thanks for the memories
 Thanks for the memories
 "See, he tastes like you only sweeter"

 I'm looking forward to the future
 But my eyesight is going bad
 And this crystal ball

 It's always cloudy except for, except for
 When you look into the past, look into the past
 One night stand
 One night stand

Andy śmiesznie poruszył brwiami a ja zaczęłam śmiać się w niebogłosy. Śpiewanie z nim było strasznie fajne.
   - Masz śliczny głos.
   - Zabawny jesteś. – Moja głupawka sięgnęła zenitu. A on zrobił smutną minkę.
   - Mówię serio. – Wystawił mi język.
Resztę podróży spędziliśmy na wygłupianiu się i komentowaniu Justina Biebera.
   - Jesteśmy na miejscu. – Oświadczył i wyszliśmy z samochodu. – Chodź. – Złapał mnie za rękę i poprowadził do ogromnego budynku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heloł :*
Jak się macie??
Sorka za tak długą nieobecność! Teraz rozdziały powinny pojawiać się regularnie!!! Cieszmy się i radujmy!! :*:*
Jak tam pierwszy tydzień szkoły?? Bo u mnie spoko :D
Sorka za błędy i wgl :P
Komentujcie!!!!!!!!!!
Kooochaaam was!!!!!!
Andy *-*



środa, 13 sierpnia 2014

3.


   Wyszłam z budynku i ruszyłam w poszukiwaniu jakiegoś sklepu. Po pięciu minutach znalazłam supermarket. Był on nawet sporawy w kolorze zielonym. Weszłam wiec do budynku i wzięłam koszyk. Wrzuciłam do niego chleb, dwie wody, szynkę, masło i kilka rzeczy do sprzątania. Następnie podeszłam do kasy, kolejka była dość spora. Gdy nadeszła moja kolej kasjerka przywitała się ze mną.
   - Dzień dobry. – Kobieta była blondynką z kilową tapetą na twarzy oraz sztucznym uśmiechem. – 45$. – Powiedziała do mnie gdy skończyła kasować. Podałam jej wyliczoną kwotę i wyszłam ze sklepu.
   Gdy doszłam do mojego bloku, wtargałam reklamówki na pierwsze piętro i wkroczyłam do  mieszkania. Starannie zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam do kuchni. Rozpakowałam zakupy i zabrałam się do sprzątania. Od mojego wyjścia minęło pół godziny więc miałam na to chwilę. Wypakowałam więc szmatkę i namoczyłam ją wodą. Pospiesznie zaczęłam wycierać pięciocentymetrową warstwę kurzu ze wszystkich szafek, półek i różnych zakamarków. Następnie wzięłam miotłę, zamiotłam ten syf z podłogi i umyłam ją. Gdy skończyłam szybko się przebrałam w krótką, obcisłą, czarną spódnicę, czarną koszulkę na ramiączkach z krzyżem. Wycięcia pod pachami były tak duże że każdy mógł zobaczyć mój koronkowy, czarny stanik. Zawiązałam czarną bandanę z czerwonymi elementami na lewym nadgarstku, wciągnęłam glany na nogi, poprawiłam makijaż i byłam gotowa do wyjścia. Na telefonie była już godzina 17:47.
   - Cholera! Spóźnię się. – Mruknęłam do siebie i wyszłam z domu.
W drodze do baru zabłądziłam dwa razy i dotarłam na miejsce dwadzieścia minut spóźniona. Ledwo przekroczyłam próg i wpadłam na szefa.
   - Miałaś być o 18. Pamiętaj zero spóźnień bo pożegnasz się z robotą. – Warknął. – Wyjątkowo dzisiaj będziesz kelnerką, ponieważ jedna zachorowała. Grafik wisi na twojej szafce. Napiwki są twoje. Wypłata co tydzień. A teraz zasuwaj do roboty. – Powiedział to i wyszedł.
Zaczęłam więc swoją pracę. Poznałam dwie kelnerki z którymi dzisiaj pracowałam i dwóch barmanów. Wychodziło na to że jestem jedyną kobietą, która pracuje za barem. Grafik schowałam do torby a z tego co zdążyłam wyczytać to pracuje co drugi dzień i niedziele na zmianę. Podobało mi się to, szczególnie że za barem miałam zawsze stać z Jonem. O 20 otworzyliśmy lokal a sala powoli wypełniała się ludźmi. Ja zwinnie jak na mnie obsługiwałam już wstawionych klientów. Dostawałam sporo napiwków, cieszyło mnie to. Godzina goniła godzinę, czas mijał mi szybko i nawet przyjemnie. Muzyka otaczała mnie z każdej strony tak jak młodzi ludzie. Gdy odchodziłam od baru z tacką pełną alkoholu ktoś klepnął mnie w tyłek i zaśmiał mi się do ucha. Wzięłam głęboki oddech, odwróciłam się i uśmiechnęłam sztucznie do mężczyzny a następnie ruszyłam przed siebie. Jednak gdy wracałam do baru ten typ znowu to zrobił. Nie wytrzymałam i odwróciłam się na pięcie, z impetem złapałam go ja jego klejnoty, mocno ścisnęłam i wykręciłam. Facet jęknął z bólu.
   - Jeszcze raz to zrób a wyrwę je i przyszyje na odwrót. – Powiedziałam spokojnym i ociekającym słodyczą głosem. Mężczyzna przełknął ślinę i pokiwał głową na znak że zrozumiał.
Zadowolona puściła go i poszłam za bar gdzie przywitał mnie jeden z barmanów - Max – z wielkim bananem na tej swojej przystojnej twarzy.
   - No Laska, wole tobie nigdy nie podpaść. – Zaśmiał się i wrócił do pracy.
Około trzeciej nad ranem bar zaczął pustoszeć. Miałam więc trochę luzu. Wtedy podszedł do mnie ten sam facet co wczoraj. Tym razem był jednak trzeźwiejszy. Tatuaże pokrywały jego dwie odkryte ręce i znikały pod rękawami koszulki. Był on przystojny, wysoki i miał zielone oczy, ale został już skreślony po wczorajszej akcji.
   - Cześć. – Powiedział do mnie.
   - Co chcesz? – Zapytałam oschle.
   - No wiesz…
   - Nie, nie wiem i nie chce wiedzieć.
   - Lubię jak laski się stawiają. -  Uśmiechnął się przebiegle. Prychnęłam.
   - Spadaj! – Krzyknęłam i odeszłam.
   - Jestem Mike! – Odkrzyknął za mną i wyszedł.
Zaśmiałam się z tego iż uznał że do życia potrzebna była mi ta informacja. Niedługo po tym skończyłam swoja prace na dziś i mogłam wracać do domu. Byłam padnięta. Ruszyłam więc przed siebie. LA było pięknym miastem za dnia, lecz wieczorem te ulice stawały się przerażające. Pełno narkomanów przechadzało się tymi ulicami w poszukiwaniu narkotyków czy innych używek. Jak najszybciej chciałam się dostać do pozornie bezpiecznego mieszkania. Gdy w końcu  tam dotarłam to od razu zakluczyłam drzwi. Wzięłam szybki prysznic i ległam na łóżko głęboko zasypiając.

   Obudziłam się wypoczęta i w dość dobrym humorze. Na zegarku widniała godzina 12:43. Wstałam więc z łóżka i ruszyłam do kuchni. Otworzyłam szafkę a w niej ukazało się kilka talerzy. Wyciągnęłam więc mały talerzyk i zrobiłam na nim dwie kanapki. Zjadłam posiłek z wielkim apetytem, co zdarza mi się rzadko. Postanowiłam że dzisiaj również wyskoczę do sklepu po kilka drobiazgów. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Odświeżona już i ubrana wyszłam powoli na dwór i skierowałam się w stronę marketu. W sklepie wypełniłam koszyk żywnością i innymi duperelami. Znalazłam też niedrogą pościel, którą również wzięłam ponieważ poprzedniej nocy spałam pod starym kocem. Przy kasie zapłaciłam za zakupy i spakowałam je. Było one ciężkie co nie przyjęłam z zachwytem. Wyszłam ze sklepu w drogę powrotną. Po pięciu minutach musiałam przysiąść na ławce w parku bo nie miałam już siły iść dalej. Zmachana, spocona i  w coraz gorszym humorem odpoczywałam. Dzień był piękny i słoneczny. Wyciągnęłam moje długie nogi odziane w poszarpane spodenki i trampki przed siebie. Uśmiechnęłam się mimowolnie z zamkniętymi oczami. Lubiłam takie dni. Nagle coś a raczek ktoś przerwał mi tą błoga chwilę.
   - Ekhm… mogę się przysiąść? – Zapytał mnie męski, głęboki, niski głos. Otworzyłam oczy i spojrzałam na przybysza. Mężczyzna miał czarne włosy opadające na twarz. Niebieskie, cudowne oczy oraz kolczyka w wardze i nosie. Miał na sobie czarną koszulkę z nadrukiem i ciemne rurki oraz trampki. Ręce jak i szyje zdobiły tatuaże.
   - Hmm… tam masz wolne ławki. – Odpowiedziałam chłopakowi. On odpowiedział jednak nie speszony.
   - Tak wiem, ale ta jest moja ulubiona. – Uśmiechnął się łobuzersko.
   - Emm… serio? – uniosłam jedną brew.
   - No tak. – Nieznajomy dalej się uśmiechał.
   - Jasne, siadaj. Ja i tak już idę. – Odparłam i zaczęłam się zbierać. Gdy wszystkie reklamówki miałam już w ręce ruszyłam przed siebie. Niestety po kilku krokach jedna z toreb wyślizgnęła mi się z ręki i wylądowała na chodniku.
   - Cholera. - Mruknęłam. Czarnowłosy ciągle mi się przyglądał i ze śmiechem pomógł mi pozbierać zakupy.
   - Może ci pomóc? – Zapytał rozbawiony.
   - Nie dzięki. Wracaj na swoja ławkę.- Odburknęłam.
   - Jesteś pewna? – Uśmiech nie schodził z tej jego przystojnej twarzy.
   - Tak. – Odparłam i ruszyłam przed siebie. Daleko jednak nie zaszłam ponieważ druga torba poszła w ślady swojej koleżanki i upadła pod moje nogi a ja upadłam.
   - Nic ci się nie stało? – Zapytał mnie chłopak.
   - Nie. – Pomógł mi wstać i wziął połowę moich zakupów.
   - Nie ma dyskusji, pomogę ci. – Powiedział gdy zobaczył moją minę.
   - Ugh. Denerwujesz mnie. – Warknęłam na niego.
   - Tak ja tez cię lubię. – Zaśmiał się i ruszyliśmy. – A tak w ogóle jestem Andy.
   - Jess.- Przez resztę drogi do mojego mieszkania rozmawialiśmy. – Jesteśmy na miejscu. – Weszliśmy do bloku a Andy się skrzywił. Nie zwróciłam na to uwagi i weszłam do mieszkania.
   - Serio tu mieszkasz? – Zapytał.
   - A co? Nie podoba się. – Zanieśliśmy rzeczy do kuchni. – Dzięki za pomoc.
   - Spoko. – Uśmiechnął się znowu.
   - Andy? Nie to że cię wyganiam ale muszę się naszykować do pracy. – Powiedziałam mojemu gościowi.
   - Ah… rozumiem. No to do zobaczenia.
   - Może. – odprowadziłam go do drzwi i zamknęłam za nim. Następnie wróciłam do kuchni.

* kilka godzin później – Bar*
   Stałam za barem z Jonem. Dzisiaj był u nas koncert, nie sądziłam że w ogóle jakieś się tu odbywają. Zespół grał całkiem dobrze, podobało mi się. Czas płynął a przez bar przewijało się mnóstwo klientów. Właśnie obsługiwałam jednego z nich. Miał on czarne włosy do ramion.
   - Hej, dasz mi piwo? – Zapytał z nieodgadnionym uśmiechem.
   - Jasne. – Nalałam mu trunek. – 5$.
   - Dzięki laska – podał mi kasę. – A swój numer mi podasz?
   - Raczej nie.
   - Oj nie daj się prosić. – Wiedziałam że facet się nie odwali więc wzięłam serwetkę i wpisałam jakiś nieznany mi numer. – Tak już lepiej. A jak masz na imię ślicznoto?
   - To już zostanie moją tajemnicą. – Uśmiechnęłam się sztucznie a chłopak odszedł podrywać inne laski. Palant.
 Po pracy Jon podwiózł mnie do domu i pożegnał się ze mną. Zmęczona doszłam do sypialni i usnęłam.

   Następnego dnia wstałam jak słońce na oknem było już wysoko na niebie. Pogoda była wspaniała więc ubrałam się, ogarnęłam i wyszłam z domu do parku. Usiadłam na tej samej ławce co wczoraj i cieszyłam się słońcem. Ten park był piękny, miał coś w sobie magicznego. Ptaki śpiewały, drzewa szumiały i łagodny wietrzyk owiewał ciało. Pachniało kwiatami, które rosły wszędzie. Psy bawiły się z właścicielami wesoło merdając ogonkiem.
   - Hej. – Usłyszałam znajomy głos za sobą.
   - Hej. – Odpowiedziałam chłopakowi.
   - Znowu zajęłaś mi ławkę. – Zaśmiał się.
   - Przeżyjesz. – Uśmiechnęłam się do niego.
   - Jak będę mógł się przysiąść to tak.
   - No niech ci będzie. – Wystawiłam język.
   - Oh jaka ty jesteś dobroduszna…- naszą rozmowę przewał mój dzwoniący telefon.
   - Sorka, muszę odebrać. – Powiedziałam do znajomego.

   - Tak?
   - Jess? – Usłyszałam głos Jona w słuchawce.
   -Jon! Hej!
   - Hej, mam pytanie.
         - Tak? -Zapytałam.
         - No bo idziemy dzisiaj z Meg na impreze, chcesz iść z nami?
         - Jasne! Gdzie?
         - W Piko o 21. – Odpowiedział zadowolony.
         - Okej! Do zobaczenia.
         - Pa. – Rozłączyłam się.


   - Chłopak? – Zapytał Andy.
   - Haha. Nie, nie mam chłopaka. – Zaśmiałam się. – Chcesz iść z nami dzisiaj do clubu? – Sama nie wiem czemu zapytałam o to chłopaka, nie lubiłam towarzystwa, ale to pytanie samo uszło z moich ust.
   - Dzisiaj? – Zapytał.
   - No tak.
   - Pewnie, gdzie i o której. – Uśmiechnął się słodko.
   - W Piko o 21, ale mógłbyś przyjść po mnie wcześniej bo ja nie wiem gdzie to jest. Niedawno się tu przeprowadziłam.
   - Jasne. – Chłopak widocznie był zadowolony z naszego dzisiejszego wyjścia. Wtedy zaburczało m iw brzuchu. – Jesteś głodna?
   - Może troszkę. – Zaśmiałam się. Tak, byłam głodna bo nic nie jadłam.
   - To może pójdziemy na jakiś obiad? – Zaproponował i tak zrobiliśmy.
Przez dłuższy czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Polubiłam go, bardzo. Przed rozstaniem wymieniliśmy się numerami a następnie ruszyliśmy w swoje strony.
Wróciłam do domu i zaczęłam się szykować na wieczór. Poszłam pod prysznic, umyłam dokładnie włosy i ciało. Następnie wyszłam owinęłam się ręcznikiem, wysuszyłam włosy i nałożyłam ciemny makijaż. Z szafy wyjęłam krótką, czarną, koronkową sukienkę na ramiączkach z odsłoniętymi plecami. Na ręce założyłam kilka pieszczoch i wciągnęłam glany na nogi. Gotowa do wyjścia czekałam na niebieskookiego, który zjawił się po kilku minutach. Był ubrany w czarne spodnie, glany, koszulkę i skurzaną kurtkę. Wyglądał bosko! Pierwszy raz jakiś facet tak na mnie działał, chodziłam uśmiechnięta co mnie bardzo zaskakiwało.
   - Hej. – Przywitałam się.
   - Hej, gotowa?
   - Tak. – Zabrałam więc małą czarną torebkę i już schodziliśmy po schodach.
Wieczór był ciepły a na niebie zaczęły pokazywać się gwiazdy. Szliśmy spacerkiem i rozmawialiśmy.
   - A więc nie urodziłaś się w Los Angeles. – To było raczej stwierdzenie niż pytanie.
   - Nie, urodziłam się w Nowym Jorku.
   - Czemu się przeprowadziłaś? – Zapytał zaciekawiony.
   - Długa historia. – Odparłam niechętnie. Chłopak widocznie zrozumiał i nie drążył tego tematu.
   - Masz rodzeństwo?
   - Mam brata.
   - Brat? Ile ma lat? – Nie lubiłam jak ktoś pyta mnie o rodzinę ale dalej odpowiadałam na pytania.
   - Chyba cztery. Nie jestem pewna. – Widząc dziwna minę chłopaka wyjaśniłam. – Nie mieszkam z nim, widziałam go tylko raz. On mieszka z moim ojcem a ja nie mam z nim najlepszych kontaktów.
   - Przykro mi. – Zmieszał się.
   - Nie potrzebuje współczucia. Takie życie, nie zmienisz go. – Uśmiechnęłam się smutno. – A ty? Masz rodzeństwo? – Zaśmiał się.
   - Nie, mama wolała psa niż drugie dziecko. Dlatego wolę koty! Serio ten pies mnie wykańczał! Ale chciałbym mieć młodszą siostrę.
   - Siostrę a nie brata? – Zdziwiłam się.
   - Tak, miałbym o kogo się martwić i troszczyć. Doprowadzałaby mnie do szału ale dalej bym ją kochał. – Uśmiechnął się słodko na tę myśl. – Już jesteśmy.
I rzeczywiście byliśmy. Przed klubem stał Jon z Meg, podeszliśmy więc do nich i się przywitaliśmy.
   - Hej wam.
   - Hej. – Odparł Jon i zmierzył mojego towarzysza z góry na dół.
   - Andy, to jest Jon i Meg. – Przedstawiłam ich sobie.
   - Hej.- Powiedziała Meg i uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo.
   - Siema. – Przywitał się Andy na co Jon kiwnął głową. Chłopcy chyba się nie polubili.
   - To co wchodzimy? – Zapytałam wszystkich.
   - Po to tu jesteśmy. – zaśmiał się Jon.
Weszliśmy do środka i usiedliśmy w koncie sali na kanapie. Chłopaki poszli po coś do picia więc zostałam sama z rudowłosą.
   - Niezły jest ten twój znajomy. - Zachichotała.
   - Meg, masz chłopaka. – Zaśmiałam się.
   - Oj no wiem. Ale to nie zmienia faktu że jest przystojny. – Pokręciłam tylko głową. W tamtym momencie wrócił chłopak Megan i Andy z naszymi drinkami.
   - Dzięki – przekrzykując muzykę podziękowałam im.
   - To gdzie poznałeś Jess? – Krzyknęła moja koleżanka do czarnowłosego.
   - W parku! Zajęła mi ławkę. – Wszyscy wybuchli śmiechem.
Większość wieczoru spędziliśmy na piciu i wygłupianiu się we czwórkę. Po dwóch drinkach i dwóch piwach czułam się błogo, byłam taka rozluźniona i zrelaksowana. Bujałam głową w rytm muzyki i uśmiechałam od ucha do ucha.
   - Zatańczysz? – zapytał Andy.
   - Jasne!
Poszłam z chłopakiem na środek parkietu kręcąc biodrami. Odwróciłam się do niego tyłem i zaczęłam ocierać się o tego wspaniałego mężczyznę. Wiedziałam że to przez alkohol bo na trzeźwo unikałam kontaktu fizycznego w płcią przeciwną. Ale ten facet mnie zafascynował, był inny. Muzyka zwolniła a ja znowu stałam twarzą do Andy’ego i zarzuciłam chłopakowi ręce na szyję. On przyciągnął mnie do siebie i zaczęliśmy się kołysać. Zatraciłam się w tym tańcu i jego oczach, jednak zanim do czegoś doszło odsunęłam się od niego i szybko wróciłam do stolika, opróżniłam kolejną butelkę piwa, a potem jeszcze jedną i tyle pamiętam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Elo, elo trzy dwa zero!! :D

Wgl miałam dodawać rozdziały częściej a wyszło jak zawsze :c

Ostatnio nie miałam n to czasu.

Ale teraz postaram się dodawać częściej :D

Komentujcie i wgl bo to wiele dla mnie znaczy a dla was to moment i jest :D

Jak wam mijają wakacje?! bo moje takie w miarę.

Dobra nie zanudzam już !!

Kooomentujcie!! :*:*:*