niedziela, 27 lipca 2014

2.


   Usiadłam zdyszana na ławce w parku. Wyciągnęłam komórkę z torebki, otworzyłam klapkę i wyjęłam kartę sim a następnie ją złamałam i wyrzuciłam. Miałam pewność że nie będą mieli ze mną kontaktu. Rozpakowałam nową kartę startową, która został kupiona po drodze w kiosku. Włączyłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Wiedziałam że zrobiłam dobrze. Szczerze to zawsze chciałam to zrobić, uciec przed nimi.
Po piętnastu minutach podjechało po mnie wyczekiwane auto. Otworzyłam drzwi i wrzuciłam bagaż koło mnie. Podałam kierowcy adres i ruszyliśmy. Nie miałam przyjaciół u których mogłabym się zatrzymać na kilka dni, nie miałam rodziny, która mogłaby mnie przygarnąć dopóki nie znajdę pracy i mieszkania, no dobra miałam matkę ale nie mogłam już dłużej tam mieszkać. Miałam jeszcze ojca, no ale niestety on miał na mnie wyjebane i ostatni raz widziałam go.. może pięć lat temu. Musiałam sobie radzić sama, zresztą zawsze tak było. Zawsze byłam sama, zdana tylko na siebie, takie życie. Taksówka dojechała pod lotnisko, zapłaciłam mężczyźnie koło trzydziestki za kurs i wysiadłam. Weszłam do dużego budynku i podeszłam do „kasy”? Można tak to nazwać.
   - Dzień dobry. – Przywitałam się.
   - Dzień dobry, w czym mogę pomóc? – Zapytała kobieta za kontuarem ze sztucznym uśmiechem.
   - Jaki jest najbliższy lot z wolnym miejscem?
   - Już sprawdzam… emmm…. Do Los Angeles w ekonomicznej, za dwie godziny.
   - A ile kosztuje?
   - 400$.
   - To ja poproszę. – Odparłam wyciągając pieniądze i dokumenty.
   - Jeszcze tylko formalności. – Odparła i kazała mi podpisać w kilku miejscach, a następnie dała bilet.
   - Dziękuję.
Ruszyłam na odprawę. Wszystko poszło gładko i godzinę przed lotem siedziałam już w sali odlotów. Denerwowałam się bo nigdy nie latałam samolotem. Niby było to bezpieczniejsze od jazdy autem, ale wypadek samochodowy można było przeżyć a lotniczy to już chyba nie bardzo. Z rozmyślań wyrwało mnie burczenie w brzuchu. Wstałam więc, zabrałam swoje rzeczy i skierowałam się do sklepiku. Kupiłam w nim jakieś paluszki i małą kolę. Gdy wróciłam na swoje stare miejsce stewardessa poinformowała że można wchodzić na pokład samolotu. Tak więc znowu targałam nie lekki bagaż. Do samolotu weszłam jako jedna z pierwszych, zajęłam swoje miejsce przy oknie i czekałam na start. Pomieszczenie zaczęło napełniać się ludźmi, do startu zostało jeszcze jakieś 30 minut, wyłączyłam więc telefon  i czekałam. Miejsce koło mnie zajęła jakaś staruszka, która dziwnie się na mnie patrzała. Gdy wszyscy zajęli już swoje miejsca samolot zaczął startować a ja cieszyłam się że udało mi się uciec z tego okropnego miejsca. Czekał mnie teraz kilkugodzinny lot, nawet nie wiedząc kiedy zmorzył mnie sen. Obudziła mnie ta starsza kobieta.
   - Proszę pani, zaraz lądujemy.
Jak widać było przespałam całą podróż, zapięłam pasy i po chwili byliśmy już na ziemi. Wyszłam z samolotu i od razu uderzyła mnie fala gorąca. Na dworze musiało być jakieś 40 stopni, ruszyłam do budynku lotniska. Tam jeszcze dokładnie sprawdzono moją tożsamość i mogłam opuścić to miejsce. Wyszłam na zalaną słońcem ulicę i wsiadłam do wolnej taksówki.
Nie wiedziałam nawet gdzie chcę jechać, ale po chwili namysłu kazałam kierowcy kierować się do centrum miasta. W trakcie jazdy włączyłam telefon i przestawiłam godzinę.
Po pewnym czasie byliśmy już na miejscu. Wyszłam z samochodu i ruszyłam przed siebie. Mijałam sklepy odzieżowe, spożywcze i z pamiątkami. Koło godziny 18 byłam wykończona dniem. Lecz musiałam znaleźć tani motel i jakąś pracę. Jak na zawołanie trafiłam do jakiegoś baru gdzie potrzebowali barmana. Weszłam do środka i usiadłam przy barze.
   - Otwieramy o 20. – Usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się szybko i stanęłam twarzą w twarz z przystojnym chłopakiem a raczej młodym mężczyzną koło dwudziestki.
   - Chcę się zatrudnić jako barmanka. – Powiedziałam tylko.
   -Zawołam szefa. – Odparł obojętnie i zniknął za drzwiami zaplecza. Po chwili wszedł przez nie do pomieszczenia facet na oko koło czterdziestki. Zmierzył mnie z góry na dół i lekko się uśmiechnął.
   -Masz jakieś doświadczenie? – Zapytał.
   - Emm…no umiem robić drinki i w ogóle.
   - Jesteś ładna, młoda i mam nadzieje że przyciągniesz tym klientów. Dobra masz tą robotę, zaczynasz od dzisiaj, Jon pokarze tobie dzisiaj co i jak.
   - Dzisiaj?
   - A co nie pasuje ci? – Zapytał z uniesioną brwią.
   -Tak właściwie nie mam gdzie nocować i chciałam znaleźć jakiś motel i poszukać mieszkania.
   - Zaczynasz dzisiaj albo wcale. – Odparł tylko.
   - Dobrze zacznę dzisiaj.
   - Tak więc zarabiasz 50$ za dzień plus napiwki. Pracujesz od 18 do 4 może 5. Nasz bar funkcjonuje siedem dni w tygodniu. Grafik dostaniesz jutro. A i jeszcze do pracy ubieraj się wyzywająco. – Zawołał jeszcze Jona i zostawił nas samych.
   - Dobra dzisiaj jesteśmy my i dwie kelnerki. A teraz musimy ogarnąć ten syf.
Do dwudziestej sprzątaliśmy stoliki i szykowaliśmy się na imprezę. Dwadzieścia minut przed otwarciem poszłam się jeszcze przebrać do łazienki. Wyciągnęłam krótkie, czarne, poszarpane spodenki z ćwiekami i czarną koszulkę na grubych ramiączkach , do tego czarne trampki. Poprawiłam jeszcze makijaż i byłam gotowa. Zaniosłam swoje rzeczy do salonu dla personelu na zapleczu i schowałam do szafki, która zamknęłam na klucz. Następnie wróciłam za bar i patrzyłam jak pomieszczenia zaczyna wypełniać się ludźmi. Muzyka dudniła z głośników, DJ był całkiem niezły. Obsłużyłam już kilku klientów i przyglądałam się wirującym ciałom na parkiecie. Cieszyłam się że dostałam tu pracę. Jedyne co mnie martwiło w tamtej chwili to, to że nie miałam gdzie spać. Gdy impreza trwała w najlepsze do baru podszedł jakiś facet nawalony w trzy dupy. Był wysoki, przystojny i wytatuowany.
   - Hej lala, co robisz po pracy? – Zabełkotał do mnie.
   - Nie twoja sprawa, chcesz czegoś? – Przekrzykiwałam muzykę.
   - Chce żebyś dała się przelecieć, co ty na to? – Wysłał mi całusa. Ja uśmiechnęłam się do niego jak idiotka i kazałam się jemu zbliżyć.
   - Spierdalaj – wyszeptałam mu czule do ucha i dosunęłam się od niego. – Coś jeszcze?
   - Suka! – Krzyknął tylko i odszedł od baru.
Słyszałam już takie wyzwiska i udałam że po mnie to spływa. Lecz w rzeczywistości było inaczej. No ale kto lubi jak się go tak nazywa? Jon popatrzył się dziwnie na mnie a ja tylko kiwnęłam głową i wróciłam do pracy. Zanim się obejrzałam zabawa dobiegała końca i ludzie zaczęli się rozchodzić. Nic nie sprzątając ruszyliśmy na zaplecze po swoje rzeczy. Szef wychodził z klubu jako ostatni. Zabraliśmy swoje klamoty i wyszliśmy przez tylnie wejście na zewnątrz. Noc była dosyć chłodna więc wyjęłam swoja skórzana kurtkę i zarzuciłam na ramiona.
   - Masz gdzie nicować? – Zapytał mój towarzysz.
   - Nie za bardzo. – Odpowiedziałam.
   -Okej, zatrzymasz się na jakiś czas u mnie. Mam nadzieje że moja dziewczyna nie będzie miała mi tego za złe. – Uśmiechnął się. Chłopak miał dwadzieścia dwa lata i bardzo się polubiliśmy przez tą noc.
   - Nie chce sprawiać kłopotu. – Szepnęłam tylko.
   -I nie robisz. Meg jakoś to zrozumie. – Zaprowadził mnie do czarnego auta i ruszyliśmy.
Nie mieszkał on daleko. Zaledwie 5 minut drogi. Zatrzymaliśmy się przed niebieskim budynkiem. Weszliśmy na drugie piętro i otworzył drzwi od mieszkania numer 4. Przywitał mnie mały przedpokój w kolorze ciepłego brązu. Po lewej stronie wisiało ogromne lustro a po prawej szafa na kurtki i buty. Zdjęłam więc swoje trampki z nóg i odwiesiłam kurtkę na wieszak. Korytarzyk był dosyć długi. Naprzeciwko nas znajdowała się łazienka. Drzwi obok prowadziły do kuchni. Koło łazienki skręcało się w prawo gdzie znajdywał się salon i drzwi do sypialni, z której wyszła niska, ruda i bardzo ładna dziewczyna o zgrabnym ciele. Domyśliłam się że to była Meg. Stanęła ona momentalnie i zmierzyła minie z wrogością.
   - Kto to? – Zapytała sennie i wściekle.
   - To jest Jess. Zaczęła dzisiaj prace w klubie i nie ma noclegu. Zaproponowałem jej wiec żeby na kilka dni zatrzymała się u nasz, dopóki nie znajdzie mieszkania. Zgadzasz się? – Zapytał niepewnie.
   - Jasne, nie ma sprawy. Hej jestem Megan. – Zwróciła się do mnie. I uśmiechnęła, tym razem bez śladu wrogości.
   - Jess. – Przedstawiłam się.
   - Okej, będziesz spała w salonie. Dobrze? – Zapytał chłopak.
   -Jasne, dzięki za nocleg. – Uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
Poszłam się umyć do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod strumień gorącej wody. Jak zwykle zaczęłam śpiewać dla rozluźnienia. Namydliłam całe ciało i włosy a następnie spłukałam pianę. Wyłączyłam wodę i stanęłam na zimnych kafelkach. Owinęłam się szczelnie ręcznikiem i umyłam zęby oraz osuszyłam się dokładnie. Ubrałam bieliznę, luźne spodenki i czarna bokserkę. Wyszłam z łazienki i weszłam do salonu gdzie lóżko było już pościelone i czekało na mnie. Wykończona padłam na nie i momentalnie zasnęłam.

   Obudziłam się gdy słońce było już wysoko na niebie. Powoli przypominałam sobie wczorajszy dzień. Uciekłam z domu… no dobra byłam pełnoletnia, co jednak nie zmienia faktu że moja „kochana” rodzinka by mnie nie puściła i to nie dlatego że mnie kochała. Nie oszukujmy się moja matka miała mnie dość, a ja byłam jej potrzebna tylko dlatego że ojciec miał obowiązek płacić jej alimenty. A ojczym? On miał na mnie totalnie wyjebana, dla niego byłam darmową gosposią. Panią Przynieś Podaj Pozamiataj z małym bonusem. Odgoniłam od siebie te myśli i przetarłam oczy. Usiadłam na kanapie i wyplątałam się z pościeli. Wstałam powoli i ruszyłam do łazienki za potrzebą. Przed wyjściem z pomieszczenia przejrzałam się jeszcze w lustrze. Blada, zmęczona twarz i kolczyk w dolnej wardze po prawej stronie. Ochlapałam się zimna wodą i ruszyłam do kuchni. Czułam się trochę skrępowana tym że nocowałam u prawie obcych ludzi. Przy stole siedział Jon i pił kawę.
   -Dzień dobry. – Przywitał się z uśmiechem.
   - Hej, która godzina? – Zapytałam siadając na krześle pod ścianą.
   - 13, jak się spało?
   - Dobrze, gdzie Meg? – Zapytałam.
   - Na uczelni. Powinna wrócić koło 15.
   - Masz może jakąś gazetę? Chciałam poszukać mieszkania.- Uśmiechnęłam się.
   - Pewnie – podał mi ją i zamyślił się.
Otworzyłam gazetę na rubryce „ Mieszkania do wynajęcia” i zaczęłam szukać. Znalazłam jedną ofertę. Blisko pracy i co najważniejsze nawet tanią. Wstałam od stołu.
   - Nic nie zjesz? – Zapytał.
   - Nie dzięki. – Już miałam odejść ale złapał mnie za rękę.
   - Nigdzie nie pójdziesz dopóki nic nie zjesz. – Oświadczył poważnie i posadził mnie
 na krześle. Zabrał się za robienie mi kanapek. Po chwili leżał przede mną  talerz z dwoma kromkami z serem.
   - Serio nie chce nic jeść. – Zaczęłam marudzić.
   -Jak z dzieckiem. – Pokręcił głową i uśmiechnął się słodko.
   - Ugh… - Ugryzłam pieczywo i przeżułam powoli. – Zadowolony? – zapytałam gdy po dziesięciu minutach talerz był pusty.
   -Bardzo. – Zaśmiał się. Ponownie wstałam od stołu. – Gdzie idziesz?
   - Po telefon, znalazłam mieszkanie. – Byłam z siebie dumna.
Podreptałam do salonu i wyszperałam komórkę z torebki, wybrałam numer i czekałam.
Po czwartym sygnale odebrał jakiś mężczyzna.
   -Halo?
   -Dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia. Chciałabym umówić się z panem na obejrzenie mieszkania.
   -Aha, dobrze. Może ma pani dzisiaj czas o 15?
   -Oczywiście, dziękuję bardzo.
   - Tak więc proszę czekać pod kamienicą. Zna pani adres?
   - Tak, do zobaczenia.
Pożegnałam się i rozłączyłam. Ubrałam się szybko w krótkie, czarne spodenki w krzyże, które ledwo zasłaniały mi pośladki i czarną koszulkę z nadrukiem. Złożyłam pościel i ruszyłam do łazienki z zamiarem pomalowania się. Gdy byłam już gotowa założyłam glany i resztę moich rzeczy pochowałam do walizki. Zabrałam moją torbę i ruszyłam do wyjścia. Zahaczyłam jeszcze tylko o kuchnię.
   -Jon, ja idę zobaczyć mieszkanie. Dasz mi swój numer? To zadzwonię i powiem jak poszło. – Wymieniliśmy się numerami i wyszłam z domu.
Na zegarku była godzina 14:30 a ja spacerkiem próbowałam dojść pod właściwy adres. Nie obeszło się oczywiście bez pomocy przechodniów. Tak oto trafiłam na miejsce pięć minut przed czasem. Usiadłam na ławce i czekałam na właściciela mieszkania. Przyjrzałam się budynkowi. Miał on cztery piętra, farba odłaziła razem z tynkiem. Pełno graffiti zdobiło jego ściany. Zauważyłam że jakiś mężczyzna staję przed wejściem do budynku. Podeszłam do niego i się przywitałam.
   - Dzień dobry. Czy to z panem byłam umówiona w sprawie mieszkania? – zapytałam nieznajomego. Był on łysy, gruby i ubrany z sprane spodnie i biała koszulkę. Może kiedyś był atrakcyjny lecz teraz jego twarz była pokryta zmarszczkami.
   - Tak – Odparł sucho. – Chodź.
Weszłam za nim do klatki, od razu uderzył mnie smród szczyn. Weszliśmy na pierwsze piętro i otworzył drzwi z numerem 3. Wpuścił mnie do środka.
   - Tu masz kuchnię – pokazał pomieszczenie na lewo. – Łazienka – drzwi na prawo. – Do sypialni wchodzi się przez salon. – weszliśmy do niedużego salonu. Był on nie za ładny ale znajdowała się tam stara kanapa, telewizor i kilka szafek.
Weszliśmy do małej sypialni gdzie była tylko szafka nocna, nieduża szafa i łóżko dwuosobowe.
   - Ile za wynajem? – Zapytałam.
   - 150$ tygodniowo.
   - Dobrze, to gdzie są papiery?
Wyciągnął dokumenty i kazał podpisać. Umowa składała się z tego że jeżeli właściciel zadecyduje że nie chce już wynajmować mieszkania mam 2 tygodnie na wyniesienie się. Pasowało mi to. Gdy wszystko przeczytałam, podpisałam i zapłaciłam za pierwszy tydzień dał mi kluczyki i wyszedł. Na odchodnym powiedział tylko że będzie przychodził co tydzień po kasę i dal mi swój numer. Ja natomiast zadzwoniłam do Jona i poprosiłam żeby przywiózł mi rzeczy. Po kilku minutach usłyszałam dzwonek. Podbiegłam do drzwi i otworzyłam je. Jon wszedł do środka i rozejrzał się po tej ruinie, która teraz była moim domem.
   - Ładnie. – Skłamał.
   -Tia.. Ważne że jest. Dziękuję za to że przyjechałeś i sorka za kłopot.
   - Nie masz za co przepraszać. Oki ja zwijam bo Megan robi obiad. Kiedy masz zmianę?
   - Dzisiaj idę i mam dostać grafik. – Uśmiechnęłam się. – A ty?
   -Dzisiaj mam wolne ale jutro pracuje. Tak więc do zobaczenia w pracy i jak coś to dzwoń. To nie jest za ciekawa okolica.
   - Dziękuje za wszystko, pa. – Odprowadziłam go do drzwi i zamknęłam je na klucz oraz zaciągnęłam łańcuch tak na wszelki wypadek.
Za dwie godziny musiałam być w barze. Stwierdziłam że musze wypełnić lodówkę i przydałoby się tu troszkę ogarnąć. Tak więc wyszłam z domu na zakupy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`~~

Hello! :D
Wracam do was z rozdzialikiem.
Wróciłam dzisiaj do domu o 2 w nocy ;o masakra, niby się wyspałam ale i tak padam na twarz :P
Mam nadzieje że rozdział będzie się podobał :*
A jeżeli chodzi o wyjazd to było meeega *.* no oprócz tego że miałam pełno mrówek w domku.. :c no ale dałam radę :D
A teraz zabieram się do pisania 10 na drugiego bloga :D
Miłego dnia miśki!!! :*:*:*

piątek, 18 lipca 2014

Info.

 

   Niestety nowa notka pojawi się dopiero po moim powrocie….czyli pod koniec miesiąca.
Myślałam że dam rade ze wszystkim, no ale jak widać przygotowanie do wyjazdu pochłonęło większość mojego czasu.
Życzę wam udanych wakacji i wgl :D


środa, 16 lipca 2014

1.


   Obudził mnie ostry dźwięk budzika, wyłączyłam go i przewróciłam się na drugi bok z planem ponownego uśnięcia. Gdy prawie mi się to udało drzwi pokoju otworzyły się  z hukiem i w pomieszczeniu pojawiła się moja rodzicielka.
   - Wstawaj! – Wydarła się.
   - Daj mi spokój! – Odburknęłam w poduszkę.
   - Wstawaj i nie ma dyskusji!
   - Dobra wstaje… - kobieta dalej stała na środku mojego niedużego pokoju. – Możesz już sobie iść. – Powiedziałam jej.
    - Może grzeczniej! – Powiedziała jeszcze i wyszła.
Wstałam niechętnie z łóżka i podeszłam do mojej małej szafy z ubraniami. Wybrałam czarną obcisłą spódnicę, białą koszulkę na grubych ramiączkach z czarnym krzyżem i czarny sweterek w czaski. Następnie udałam się do łazienki żeby umyć zęby i zrobić sobie makijaż, który składał się z mocno pomalowanych oczu i… i to tyle. Ubrałam się, przerzuciłam moja sporą torbę całą w ćwiekach przez ramię. Przejrzałam się jeszcze w lustrze, w którym zobaczyłam szczupłą dziewczynę z wystającymi kościami, bladą cerą, dużymi zielonymi oczami, tunelami w uszach, kolczykiem w wardze i czarnymi włosami. Wzdrygnęłam się, nienawidziłam swojego wyglądu, zresztą nienawidziłam całej siebie. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Przy stole siedziała moja mama i jej facet, zwany również moim ojczymem. Na zegarze była już 8:30. Miałam więc pół godziny by dotrzeć do szkoły na zakończenie roku. Tak kończyłam liceum co bardzo mnie cieszyło. Założyłam swoje czarne glany. Mimo że przez nie miałam strasznie styrane nogi i ciągle były poobklejane plastrami, to jednak kochałam te buty. Już wychodziłam gdy usłyszałam wołanie.
   - Jessica! A śniadanie?!
   - Nie jestem głodna! – Odkrzyknęłam jej.
   -Wracaj tu i coś zjedz! Nie chce powtórki z przed dwóch lat!
   - Ugh… - Wpadłam do kuchni i zabrałam tosta z talerza. – Zjem po drodze.
Nie czekając na odpowiedź wyszłam z domu lekko trzaskając drzwiami. Wyrzuciłam pieczywo w krzaki i wyciągnęłam z torby telefon oraz słuchawki a następnie puściłam muzykę. W uszach rozbrzmiała tak dobrze znana mi melodia.
 I shook the heavens to the ground,
 I laid the Gods to rest.
 I held the key to the kingdom lions,
 Guarding castle walls.
 I hail the King of Death.

 Then I lost it all.
 Dead and broken.
 My back’s against the wall.
 Cut me open.
 I’m just trying to breathe,
 ‘Just trying to figure it out,
 Because I build these walls
 to watch them crumbling down’ I said.

 Then I lost it all.
 Who can save me now?*

Byłam już w połowie drogi do szkoły, przechodziłam przez ulice i o mało co nie zostałam potrącona przez jakąś pustą blond lale, która jeszcze zaczęła wygrażać mi pięścią i przeklinać pod nosem. Pokazałam jej uprzejmie środkowy palec z drwiącym uśmieszkiem. Chyba zrozumiała przesłanie bo zrobiła się czerwona i odjechała. Ruszyłam w dalszą drogę. Po kilku minutach doszłam do placówki i weszłam do środka. Odnalazłam moją klasę, wyłączyłam muzykę i przekroczyłam jej próg. Bez słowa usiadłam na moje stałe miejsce z tyłu klasy.
   - Jessica, wiem że to już koniec roku ale mogłabyś przynajmniej ubrać się tak jak należy. – Na wstępie powiedziała moja wychowawczyni.
   - A co? Nie pasuje pani mój ubiór? – Zapytałam drwiąco.
   - Jak widzisz nie.
   - Mi pani też ale jakoś tego nie mówię. – Powiedziałam spokojnie, reszta uczniów zaśmiała się.
   - Jesteś bezczelna! – Oburzyła się.
   - Pani zaczęła. – Prychnęłam.
Szatynka nie odezwała się już więcej na ten temat tylko powiedziała że idziemy na apel. Wstałam i ruszyłam na sale gimnastyczną. Po kilku minutach siedziałam na parapecie i słuchałam a raczej zasypiałam przy nudnej wypowiedzi dyrektorki. Po tych wszystkich podziękowaniach i Bóg wie czym przyszedł czas na rozdanie dyplomów ukończenia szkoły, oczywiście na apelu dostawali go tylko absolwenci, klasy pierwsze i drugie musiały jeszcze wrócić do klas by odebrać je od wychowawców. Po pewnym czasie usłyszałam swoje nazwisko.
   - Panna Jessica Black. – Zeskoczyłam z parapetu i ruszyłam na środek sali. – Gratuluje – powiedziała dyra i uścisnęła mi dłoń, następnie musiałam podejść do stolika obok i potwierdzić odbiór dokumentów.
Odeszłam z teczką pod ścianę i sprawdziłam czy wszystko w niej jest.  Stwierdziłam że wszystko się zgadzało więc schowałam ją do torebki. Nie czekając już na nic po prostu wyszłam z budynku i skierowałam się do domu. Gdy doszłam na miejsce weszłam do kamienicy, i otworzyłam drzwi do mieszkania, które znajdywało się na parterze. W domu nie było nikogo. Matka w pracy a ten pijak pewnie w monopolowym. Weszłam do sypialni mojej mamy i podeszłam do szafki. Otworzyłam najniższą szufladę i wyciągnęłam z niej metalową puszkę. Otworzyłam ją i moim oczom ukazała się spora sumka pieniędzy. Rodzicielka chowała je tam przed swoim drugim mężem i tylko my o tym wiedziałyśmy. Były to awaryjne pieniądze, tak na wszelki wypadek gdyby ten frajer miał przepić to co mama oficjalnie przynosiła do domu. W sumie było tam około trzech tysięcy, zabrałam wszystko, wzięłam jeszcze czarną dużą torbę podróżną spod jej łóżka i weszłam do swojego pokoju. Pieniądze mamy oraz moje uzbierane kilkaset dolarów schowałam do torebki, którą rzuciłam na łóżko. Otworzyłam szafę i wszystkie swoje ciuchy (Wcale nie miałam ich dużo), trampki, skórzaną kurtkę oraz małą torebeczkę wrzuciłam do torby. Wpadłam do łazienki i zabrałam kosmetyki, które także się w niej znalazły. Mój netbook zmieścił się jeszcze do mojej pojemnej torebki. W tym momencie usłyszałam jak przekręca się klucz w drzwiach frontowych. Spanikowana otworzyłam okno i wyrzuciłam torbę i torebkę przez nie.
   - Jesteś w domu?! – Krzyknął Rob (mój ojczym).
Słysząc to sama wyskoczyłam na trawę, zabrałam swój cały dobytek i zaczęłam biec ile sił w nogach.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
* Lost it all
Rozdzialik krótki, ale to tak tylko na początek.
Mam nadzieje że główna bohaterka się wam podoba :D
Niedługo powinien pojawić się 2 rozdział bo jest już w trakcie tworzenia :D
Sorka za wszelkie błędy, one też się zdarzają :p
Komentujcie!! Piszcie co wam się podoba a co nie.
No i chyba to wszystko :D

Prolog.


   Hej, jestem Jessica Black, ale znajomi mówią mi Jess… czekaj, wróć była znajoma tak do mnie mówiła. Ogółem nie jestem osobą towarzyską. Mam dziewiętnaście lat i mieszkam a raczej mieszkałam w Nowym Jorku. Moim zamiarem jest opowiedzenie wam pewnej historii… no dobra mojej historii. Mam nadzieje że trochę was ona zainteresuje. A jak nie, no to trudno.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  Tak oto mamy prolog. Wiem nie jest za ciekawy i nic nie mówi nic o opowiadaniu. Ale mam nadzieje ze 1 rozdział będzie bardziej interesujący, który niedługo powinien się pojawić!

Bohaterowie.


                                              
                                             Jessica Black (19l.)

 Andy  Biersack (22l.) 
Ashley Prudy (29l.)

Jeremy "Jinxx" Ferguston (27l.)
Christian “CC” Coma (28l.)
                                                     Jake Pitts (26l.)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Akcja rozgrywa się w 2013 roku :D
To są oczywiście główni bohaterowie ale nie zabraknie innych postaci :D
Zaraz dodam prolog.

Wstęp.


  Hejo! Tak więc to będzie blog poświęcony zespołowi Black Veil Brides :D                        Oczywiście na wstępie mówię że większość „faktów” będzie zmyślona, a może nawet i wszystkie. Więc proszę nie zabijajcie za to :*
Zaraz wstawię bohaterów! :D