Usiadłam zdyszana na ławce w parku.
Wyciągnęłam komórkę z torebki, otworzyłam klapkę i wyjęłam kartę sim a
następnie ją złamałam i wyrzuciłam. Miałam pewność że nie będą mieli ze mną
kontaktu. Rozpakowałam nową kartę startową, która został kupiona po drodze w
kiosku. Włączyłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Wiedziałam że zrobiłam
dobrze. Szczerze to zawsze chciałam to zrobić, uciec przed nimi.
Po
piętnastu minutach podjechało po mnie wyczekiwane auto. Otworzyłam drzwi i
wrzuciłam bagaż koło mnie. Podałam kierowcy adres i ruszyliśmy. Nie miałam
przyjaciół u których mogłabym się zatrzymać na kilka dni, nie miałam rodziny,
która mogłaby mnie przygarnąć dopóki nie znajdę pracy i mieszkania, no dobra
miałam matkę ale nie mogłam już dłużej tam mieszkać. Miałam jeszcze ojca, no
ale niestety on miał na mnie wyjebane i ostatni raz widziałam go.. może pięć
lat temu. Musiałam sobie radzić sama, zresztą zawsze tak było. Zawsze byłam
sama, zdana tylko na siebie, takie życie. Taksówka dojechała pod lotnisko,
zapłaciłam mężczyźnie koło trzydziestki za kurs i wysiadłam. Weszłam do dużego
budynku i podeszłam do „kasy”? Można tak to nazwać.
- Dzień dobry. – Przywitałam się.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? – Zapytała
kobieta za kontuarem ze sztucznym uśmiechem.
- Jaki jest najbliższy lot z wolnym
miejscem?
- Już sprawdzam… emmm…. Do Los Angeles w
ekonomicznej, za dwie godziny.
- A ile kosztuje?
- 400$.
- To ja poproszę. – Odparłam wyciągając
pieniądze i dokumenty.
- Jeszcze tylko formalności. – Odparła i
kazała mi podpisać w kilku miejscach, a następnie dała bilet.
- Dziękuję.
Ruszyłam
na odprawę. Wszystko poszło gładko i godzinę przed lotem siedziałam już w sali
odlotów. Denerwowałam się bo nigdy nie latałam samolotem. Niby było to
bezpieczniejsze od jazdy autem, ale wypadek samochodowy można było przeżyć a
lotniczy to już chyba nie bardzo. Z rozmyślań wyrwało mnie burczenie w brzuchu.
Wstałam więc, zabrałam swoje rzeczy i skierowałam się do sklepiku. Kupiłam w
nim jakieś paluszki i małą kolę. Gdy wróciłam na swoje stare miejsce stewardessa
poinformowała że można wchodzić na pokład samolotu. Tak więc znowu targałam nie
lekki bagaż. Do samolotu weszłam jako jedna z pierwszych, zajęłam swoje miejsce
przy oknie i czekałam na start. Pomieszczenie zaczęło napełniać się ludźmi, do
startu zostało jeszcze jakieś 30 minut, wyłączyłam więc telefon i czekałam. Miejsce koło mnie zajęła jakaś
staruszka, która dziwnie się na mnie patrzała. Gdy wszyscy zajęli już swoje
miejsca samolot zaczął startować a ja cieszyłam się że udało mi się uciec z
tego okropnego miejsca. Czekał mnie teraz kilkugodzinny lot, nawet nie wiedząc
kiedy zmorzył mnie sen. Obudziła mnie ta starsza kobieta.
- Proszę pani, zaraz lądujemy.
Jak
widać było przespałam całą podróż, zapięłam pasy i po chwili byliśmy już na
ziemi. Wyszłam z samolotu i od razu uderzyła mnie fala gorąca. Na dworze
musiało być jakieś 40 stopni, ruszyłam do budynku lotniska. Tam jeszcze
dokładnie sprawdzono moją tożsamość i mogłam opuścić to miejsce. Wyszłam na
zalaną słońcem ulicę i wsiadłam do wolnej taksówki.
Nie
wiedziałam nawet gdzie chcę jechać, ale po chwili namysłu kazałam kierowcy
kierować się do centrum miasta. W trakcie jazdy włączyłam telefon i
przestawiłam godzinę.
Po
pewnym czasie byliśmy już na miejscu. Wyszłam z samochodu i ruszyłam przed
siebie. Mijałam sklepy odzieżowe, spożywcze i z pamiątkami. Koło godziny 18
byłam wykończona dniem. Lecz musiałam znaleźć tani motel i jakąś pracę. Jak na
zawołanie trafiłam do jakiegoś baru gdzie potrzebowali barmana. Weszłam do
środka i usiadłam przy barze.
- Otwieramy o 20. – Usłyszałam głos za sobą.
Odwróciłam się szybko i stanęłam twarzą w twarz z przystojnym chłopakiem a
raczej młodym mężczyzną koło dwudziestki.
- Chcę się zatrudnić jako barmanka. –
Powiedziałam tylko.
-Zawołam szefa. – Odparł obojętnie i zniknął
za drzwiami zaplecza. Po chwili wszedł przez nie do pomieszczenia facet na oko koło
czterdziestki. Zmierzył mnie z góry na dół i lekko się uśmiechnął.
-Masz jakieś doświadczenie? – Zapytał.
- Emm…no umiem robić drinki i w ogóle.
- Jesteś ładna, młoda i mam nadzieje że
przyciągniesz tym klientów. Dobra masz tą robotę, zaczynasz od dzisiaj, Jon
pokarze tobie dzisiaj co i jak.
- Dzisiaj?
- A co nie pasuje ci? – Zapytał z uniesioną
brwią.
-Tak właściwie nie mam gdzie nocować i
chciałam znaleźć jakiś motel i poszukać mieszkania.
- Zaczynasz dzisiaj albo wcale. – Odparł
tylko.
- Dobrze zacznę dzisiaj.
- Tak więc zarabiasz 50$ za dzień plus
napiwki. Pracujesz od 18 do 4 może 5. Nasz bar funkcjonuje siedem dni w
tygodniu. Grafik dostaniesz jutro. A i jeszcze do pracy ubieraj się wyzywająco.
– Zawołał jeszcze Jona i zostawił nas samych.
- Dobra dzisiaj jesteśmy my i dwie kelnerki.
A teraz musimy ogarnąć ten syf.
Do
dwudziestej sprzątaliśmy stoliki i szykowaliśmy się na imprezę. Dwadzieścia
minut przed otwarciem poszłam się jeszcze przebrać do łazienki. Wyciągnęłam krótkie,
czarne, poszarpane spodenki z ćwiekami i czarną koszulkę na grubych ramiączkach
, do tego czarne trampki. Poprawiłam jeszcze makijaż i byłam gotowa. Zaniosłam
swoje rzeczy do salonu dla personelu na zapleczu i schowałam do szafki, która
zamknęłam na klucz. Następnie wróciłam za bar i patrzyłam jak pomieszczenia
zaczyna wypełniać się ludźmi. Muzyka dudniła z głośników, DJ był całkiem
niezły. Obsłużyłam już kilku klientów i przyglądałam się wirującym ciałom na
parkiecie. Cieszyłam się że dostałam tu pracę. Jedyne co mnie martwiło w tamtej
chwili to, to że nie miałam gdzie spać. Gdy impreza trwała w najlepsze do baru
podszedł jakiś facet nawalony w trzy dupy. Był wysoki, przystojny i
wytatuowany.
- Hej lala, co robisz po pracy? – Zabełkotał
do mnie.
- Nie twoja sprawa, chcesz czegoś? –
Przekrzykiwałam muzykę.
- Chce żebyś dała się przelecieć, co ty na to?
– Wysłał mi całusa. Ja uśmiechnęłam się do niego jak idiotka i kazałam się jemu
zbliżyć.
- Spierdalaj – wyszeptałam mu czule do ucha
i dosunęłam się od niego. – Coś jeszcze?
- Suka! – Krzyknął tylko i odszedł od baru.
Słyszałam
już takie wyzwiska i udałam że po mnie to spływa. Lecz w rzeczywistości było
inaczej. No ale kto lubi jak się go tak nazywa? Jon popatrzył się dziwnie na
mnie a ja tylko kiwnęłam głową i wróciłam do pracy. Zanim się obejrzałam zabawa
dobiegała końca i ludzie zaczęli się rozchodzić. Nic nie sprzątając ruszyliśmy
na zaplecze po swoje rzeczy. Szef wychodził z klubu jako ostatni. Zabraliśmy
swoje klamoty i wyszliśmy przez tylnie wejście na zewnątrz. Noc była dosyć
chłodna więc wyjęłam swoja skórzana kurtkę i zarzuciłam na ramiona.
- Masz gdzie
nicować? – Zapytał mój towarzysz.
- Nie za
bardzo. – Odpowiedziałam.
-Okej,
zatrzymasz się na jakiś czas u mnie. Mam nadzieje że moja dziewczyna nie będzie
miała mi tego za złe. – Uśmiechnął się. Chłopak miał dwadzieścia dwa lata i
bardzo się polubiliśmy przez tą noc.
- Nie chce
sprawiać kłopotu. – Szepnęłam tylko.
-I nie
robisz. Meg jakoś to zrozumie. – Zaprowadził mnie do czarnego auta i ruszyliśmy.
Nie mieszkał on daleko. Zaledwie 5 minut drogi.
Zatrzymaliśmy się przed niebieskim budynkiem. Weszliśmy na drugie piętro i
otworzył drzwi od mieszkania numer 4. Przywitał mnie mały przedpokój w kolorze
ciepłego brązu. Po lewej stronie wisiało ogromne lustro a po prawej szafa na
kurtki i buty. Zdjęłam więc swoje trampki z nóg i odwiesiłam kurtkę na wieszak.
Korytarzyk był dosyć długi. Naprzeciwko nas znajdowała się łazienka. Drzwi obok
prowadziły do kuchni. Koło łazienki skręcało się w prawo gdzie znajdywał się
salon i drzwi do sypialni, z której wyszła niska, ruda i bardzo ładna dziewczyna
o zgrabnym ciele. Domyśliłam się że to była Meg. Stanęła ona momentalnie i
zmierzyła minie z wrogością.
- Kto to? –
Zapytała sennie i wściekle.
- To jest
Jess. Zaczęła dzisiaj prace w klubie i nie ma noclegu. Zaproponowałem jej wiec
żeby na kilka dni zatrzymała się u nasz, dopóki nie znajdzie mieszkania.
Zgadzasz się? – Zapytał niepewnie.
- Jasne, nie
ma sprawy. Hej jestem Megan. – Zwróciła się do mnie. I uśmiechnęła, tym razem
bez śladu wrogości.
- Jess. –
Przedstawiłam się.
- Okej,
będziesz spała w salonie. Dobrze? – Zapytał chłopak.
-Jasne,
dzięki za nocleg. – Uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
Poszłam się umyć do łazienki. Rozebrałam się i weszłam
pod strumień gorącej wody. Jak zwykle zaczęłam śpiewać dla rozluźnienia.
Namydliłam całe ciało i włosy a następnie spłukałam pianę. Wyłączyłam wodę i
stanęłam na zimnych kafelkach. Owinęłam się szczelnie ręcznikiem i umyłam zęby
oraz osuszyłam się dokładnie. Ubrałam bieliznę, luźne spodenki i czarna
bokserkę. Wyszłam z łazienki i weszłam do salonu gdzie lóżko było już
pościelone i czekało na mnie. Wykończona padłam na nie i momentalnie zasnęłam.
Obudziłam się
gdy słońce było już wysoko na niebie. Powoli przypominałam sobie wczorajszy
dzień. Uciekłam z domu… no dobra byłam pełnoletnia, co jednak nie zmienia faktu
że moja „kochana” rodzinka by mnie nie puściła i to nie dlatego że mnie
kochała. Nie oszukujmy się moja matka miała mnie dość, a ja byłam jej potrzebna
tylko dlatego że ojciec miał obowiązek płacić jej alimenty. A ojczym? On miał
na mnie totalnie wyjebana, dla niego byłam darmową gosposią. Panią Przynieś
Podaj Pozamiataj z małym bonusem. Odgoniłam od siebie te myśli i przetarłam
oczy. Usiadłam na kanapie i wyplątałam się z pościeli. Wstałam powoli i ruszyłam
do łazienki za potrzebą. Przed wyjściem z pomieszczenia przejrzałam się jeszcze
w lustrze. Blada, zmęczona twarz i kolczyk w dolnej wardze po prawej stronie.
Ochlapałam się zimna wodą i ruszyłam do kuchni. Czułam się trochę skrępowana
tym że nocowałam u prawie obcych ludzi. Przy stole siedział Jon i pił kawę.
-Dzień dobry.
– Przywitał się z uśmiechem.
- Hej, która
godzina? – Zapytałam siadając na krześle pod ścianą.
- 13, jak się
spało?
- Dobrze,
gdzie Meg? – Zapytałam.
- Na uczelni.
Powinna wrócić koło 15.
- Masz może
jakąś gazetę? Chciałam poszukać mieszkania.- Uśmiechnęłam się.
- Pewnie –
podał mi ją i zamyślił się.
Otworzyłam gazetę na rubryce „ Mieszkania do
wynajęcia” i zaczęłam szukać. Znalazłam jedną ofertę. Blisko pracy i co
najważniejsze nawet tanią. Wstałam od stołu.
- Nic nie
zjesz? – Zapytał.
- Nie dzięki.
– Już miałam odejść ale złapał mnie za rękę.
- Nigdzie nie
pójdziesz dopóki nic nie zjesz. – Oświadczył poważnie i posadził mnie
na krześle.
Zabrał się za robienie mi kanapek. Po chwili leżał przede mną talerz z dwoma kromkami z serem.
- Serio nie
chce nic jeść. – Zaczęłam marudzić.
-Jak z
dzieckiem. – Pokręcił głową i uśmiechnął się słodko.
- Ugh… -
Ugryzłam pieczywo i przeżułam powoli. – Zadowolony? – zapytałam gdy po
dziesięciu minutach talerz był pusty.
-Bardzo. –
Zaśmiał się. Ponownie wstałam od stołu. – Gdzie idziesz?
- Po telefon,
znalazłam mieszkanie. – Byłam z siebie dumna.
Podreptałam do salonu i wyszperałam komórkę z torebki,
wybrałam numer i czekałam.
Po czwartym sygnale odebrał jakiś mężczyzna.
-Halo?
-Dzień dobry,
ja w sprawie ogłoszenia. Chciałabym umówić się z panem na obejrzenie mieszkania.
-Aha, dobrze.
Może ma pani dzisiaj czas o 15?
-Oczywiście,
dziękuję bardzo.
- Tak więc
proszę czekać pod kamienicą. Zna pani adres?
- Tak, do
zobaczenia.
Pożegnałam się i rozłączyłam. Ubrałam się szybko w
krótkie, czarne spodenki w krzyże, które ledwo zasłaniały mi pośladki i czarną
koszulkę z nadrukiem. Złożyłam pościel i ruszyłam do łazienki z zamiarem pomalowania
się. Gdy byłam już gotowa założyłam glany i resztę moich rzeczy pochowałam do
walizki. Zabrałam moją torbę i ruszyłam do wyjścia. Zahaczyłam jeszcze tylko o
kuchnię.
-Jon, ja idę
zobaczyć mieszkanie. Dasz mi swój numer? To zadzwonię i powiem jak poszło. –
Wymieniliśmy się numerami i wyszłam z domu.
Na zegarku była godzina 14:30 a ja spacerkiem
próbowałam dojść pod właściwy adres. Nie obeszło się oczywiście bez pomocy
przechodniów. Tak oto trafiłam na miejsce pięć minut przed czasem. Usiadłam na ławce
i czekałam na właściciela mieszkania. Przyjrzałam się budynkowi. Miał on cztery
piętra, farba odłaziła razem z tynkiem. Pełno graffiti zdobiło jego ściany.
Zauważyłam że jakiś mężczyzna staję przed wejściem do budynku. Podeszłam do
niego i się przywitałam.
- Dzień
dobry. Czy to z panem byłam umówiona w sprawie mieszkania? – zapytałam
nieznajomego. Był on łysy, gruby i ubrany z sprane spodnie i biała koszulkę.
Może kiedyś był atrakcyjny lecz teraz jego twarz była pokryta zmarszczkami.
- Tak – Odparł
sucho. – Chodź.
Weszłam za nim do klatki, od razu uderzył mnie smród
szczyn. Weszliśmy na pierwsze piętro i otworzył drzwi z numerem 3. Wpuścił mnie
do środka.
- Tu masz
kuchnię – pokazał pomieszczenie na lewo. – Łazienka – drzwi na prawo. – Do sypialni
wchodzi się przez salon. – weszliśmy do niedużego salonu. Był on nie za ładny
ale znajdowała się tam stara kanapa, telewizor i kilka szafek.
Weszliśmy do małej sypialni gdzie była tylko szafka
nocna, nieduża szafa i łóżko dwuosobowe.
- Ile za
wynajem? – Zapytałam.
- 150$
tygodniowo.
- Dobrze, to
gdzie są papiery?
Wyciągnął dokumenty i kazał podpisać. Umowa składała
się z tego że jeżeli właściciel zadecyduje że nie chce już wynajmować
mieszkania mam 2 tygodnie na wyniesienie się. Pasowało mi to. Gdy wszystko
przeczytałam, podpisałam i zapłaciłam za pierwszy tydzień dał mi kluczyki i
wyszedł. Na odchodnym powiedział tylko że będzie przychodził co tydzień po kasę
i dal mi swój numer. Ja natomiast zadzwoniłam do Jona i poprosiłam żeby
przywiózł mi rzeczy. Po kilku minutach usłyszałam dzwonek. Podbiegłam do drzwi
i otworzyłam je. Jon wszedł do środka i rozejrzał się po tej ruinie, która
teraz była moim domem.
- Ładnie. –
Skłamał.
-Tia.. Ważne
że jest. Dziękuję za to że przyjechałeś i sorka za kłopot.
- Nie masz za
co przepraszać. Oki ja zwijam bo Megan robi obiad. Kiedy masz zmianę?
- Dzisiaj idę
i mam dostać grafik. – Uśmiechnęłam się. – A ty?
-Dzisiaj mam
wolne ale jutro pracuje. Tak więc do zobaczenia w pracy i jak coś to dzwoń. To
nie jest za ciekawa okolica.
- Dziękuje za
wszystko, pa. – Odprowadziłam go do drzwi i zamknęłam je na klucz oraz
zaciągnęłam łańcuch tak na wszelki wypadek.
Za dwie godziny musiałam być w barze. Stwierdziłam że
musze wypełnić lodówkę i przydałoby się tu troszkę ogarnąć. Tak więc wyszłam z
domu na zakupy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`~~
Hello! :D
Wracam do was z rozdzialikiem.
Wróciłam dzisiaj do domu o 2 w nocy ;o masakra, niby
się wyspałam ale i tak padam na twarz :P
Mam nadzieje że rozdział będzie się podobał :*
A jeżeli chodzi o wyjazd to było meeega *.* no oprócz
tego że miałam pełno mrówek w domku.. :c no ale dałam radę :D
A teraz zabieram się do pisania 10 na drugiego bloga
:D
Miłego dnia miśki!!! :*:*:*






